Z kręgu itd – fotoreportaż polski
 
Na wystawę składa się około 100 prac fotoreporterów działających w latach 70. w kręgu czasopisma itd. Na fotografiach zapis rzeczywistości społecznej schyłkowego PRL-u oczami najciekawszej grupy fotografów prasowych w historii polskiej fotografii, tzw. czarny reportaż. Wystawa jest poszerzonym powtórzeniem wystawy zorganizowanej przez ZPAF w Warszawie w przededniu stanu wojennego, która nie doszła do skutku w grudniu 1981 roku.
 
Pałac Sztuki Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych
pl. Szczepański 4
otwarcie 19 IV, godz. 16 (do 29 IV)
 
* fot. Andrzej Baturo, Władza czuwa, l. 70 XX w. (MHF)
czwartek, 19 kwietnia 2007
otwarcie wystawy godz. 16.00
 
Andrzej Baturo
Z kręgu itd
Jakoś tak wiosną 1981 roku zadzwonił do mnie do Bielska-Białej Krzyś Barański:
Robimy w grudniu wystawę naszej fotografii z kręgu itd, takie podsumowanie lat siedemdziesiątych. Wybraliśmy ze Sławkiem Biegańskim spośród nas wszystkich dwunastu autorów – starych i młodych, komisarzem będzie Adam Hayder, katalog projektuje Marek Goebel. Przyślij szybko wglądówkę zdjęcia pt. Władza bez głowy .
To były takie dawne czasy, że wydają się nierealne. Nie było wolnej prasy, ale udało nam się stworzyć krąg wolnych fotoreporterów. Lata siedemdziesiąte to był okres naszej młodości i absolutnego zafascynowania fotografią prasową, rozumianą jako wspaniała możliwość komentowania rzeczywistości i pokazywania jej nieoficjalnego oblicza. Nie chodziło o robienie pod czyjeś dyktando tzw. „klatek”, będących jedynie dodatkiem ilustracyjnym do obszernego tekstu. Tu szło o w pełni samodzielną, wielokolumnową fotograficzną wypowiedź publicystyczną. To my wybieraliśmy sobie tematy, o których chcemy mówić. Problemem było „jedynie” przekonanie redaktora naczelnego, że dany temat powinien zostać opublikowany i wtedy udawało się wiele „przemycić”. W momencie akceptacji tematu wybór zdjęć, ich ilość, układ i kadr zależały wyłącznie od nas. To my projektowaliśmy strony przeznaczone na fotoreportaże. Nasza wypowiedź miała być ważniejsza od tekstu, który właściwie mógł ograniczyć się do tytułu i podpisów. Resztę mówiły zdjęcia, które wtedy i tak trzeba było „czytać między wierszami”. W redakcji mieliśmy autorytet i niezależność. Czuliśmy się w takim samym stopniu artystami (część z nas była już członkami Związku Polskich Artystów Fotografików), jak literatami (Hanna Krall czy Ryszard Kapuściński).
Ale oczywiście nie wszystko mogło ukazać się na łamach gazet, w których pracowaliśmy. To były czasy, kiedy fotoreportaż niechętnie wpuszczany był w progi polskich galerii (inaczej niż w świecie), a nam bardzo zależało, aby przetrzeć ścieżki i przekonać, że to też może być sztuka. Wreszcie udało się zrobić pierwsze kroki. ZPAF zorganizował kilka konkursów fotografii socjologicznej (termin używany przez nas celowo zamiast fotografii społecznej). W ślad za konkursami przyszły wystawy. Największym tego typu przedsięwzięciem był zorganizowany naszymi wspólnymi siłami Przegląd Fotografii Socjologicznej w roku 1980 w Bielsku-Białej (zamknięty zresztą po tygodniu przez cenzurę).
Do końca lat siedemdziesiątych ostoją naszego „kręgu” było studenckie pismo itd . W tej redakcji pracowało tylko kilku z nas, ale emocjonalnie związani byliśmy wszyscy (pewnie z powodu Sławka Biegańskiego – on pierwszy był etatowym pracownikiem itd).
Sławek, do którego mówiliśmy per „mistrzu”, był naszym guru. Był dla nas stary (przed czterdziestką!), miał za sobą dwie pierwsze nagrody na konkursach fotografii prasowej, dyplom ASP i niesamowitą charyzmę. Kiedy na początku lat dziewięćdziesiątych otwierałem jego wystawę najpierw w Galerii Starej w Warszawie, a później w Galerii Fotografii B&B w Bielsku, wiedziałem, że już niedługo Sławka nie będzie, a głos mi co chwilę wiązł w gardle. Na jego pogrzeb przyjechali wszyscy oprócz Janka i Juniora. Janek Michlewski już od kilku lat był „po drugiej stronie”. Chorował długo i ciężko, ale zginął tragicznie. Był moim rówieśnikiem, ale to dzięki niemu zostałem fotoreporterem, to on ukształtował moją świadomość zawodową i nie tylko. Junior (Andrzej Kiełbowicz) był już za granicą. Związał się z nami jak był jeszcze uczniem. Urzekł wszystkich nie tylko talentem, ale wrażliwością i taką wręcz dziecięcą dobrocią i naiwnością. Teraz, już poważny, jakoś sobie radzi w Kanadzie.
Później szefem był Krzyś Barański. Jego też już nie ma między żywymi. On w itd pracował etatowo, był kierownikiem działu. Potrafił zarazić ideą „fotografii patrzącej na ręce władzy” dużą grupę młodych adeptów fotograficznego dziennikarstwa, prowadził w redakcji coś w rodzaju szkółki. Z tej szkółki wyrośli Maciek Osiecki i Krzysztof Pawela, bezwzględnie najbardziej utalentowani polscy fotografowie publicyści. Gdyby żyli w innych czasach, albo w innym kraju zrobiliby oszałamiające kariery światowe.
Na etatach w itd pracowali też: Adam Hayder bezkonfliktowy, skromny komisarz wystawy i Krzysiu Wojciewski – człowiek miły i pracowity. Luźniej związany był z firmą Witek Kuliński. Pracował w jakiejś innej redakcji, ale jeździł z nami na zdjęcia, tak dla własnej przyjemności, no i uczestniczył w spotkaniach, na których – o dziwo – rozmawialiśmy nie o forsie, ale o fotografii i prasie. Często razem fotografowaliśmy wymyślone wcześniej tematy. Wówczas zdjęcia w prasie podpisywaliśmy wspólnie, niezależnie od tego ile w publikowanym fotoreportażu zamieściliśmy prac. Jako ostatni dołączył do nas Andrzej Polec, mnie już chyba nie było w Warszawie, dlatego znałem go najluźniej. Była przecież jeszcze Anka Musiałówna, jedna z nielicznych dziewczyn w kręgu , nie tylko zdolna, ale i śliczna. Podkochiwało się w niej wielu, ale... była żoną Sławka. Przede wszystkim jednak była wspaniałym, wrażliwym fotografem. No i byłem ja. Wyciągnięty do Warszawy przez Sławka i Janka z małej redakcji w Olsztynie, początkujący dziennikarz piszący, któremu uświadomiono, że jedno zdjęcie jest warte więcej niż tysiąc słów i znaleziono etat fotoreportera w Na przełaj .
Dziś staram się sobie przypomnieć ile osób ten nasz krąg itd mógł liczyć. Bardzo dużo. Oprócz itd pracowaliśmy też w młodzieżowych tygodnikach ilustrowanych Na przełaj i Razem , ale było też bardzo wielu współpracowników nieetatowych. Ludzie przychodzili do redakcji i odchodzili, niektórzy bardziej lub mniej legalnie wyjeżdżali za granicę, inni zmieniali zawód. Po roku 1981 nasza grupa przestała istnieć. Porozjeżdżaliśmy się, odeszliśmy z naszych redakcji. Każdy poszedł swoją drogą ...
Czy wybór autorów na tę wystawę, dokonany przez Sławka i Krzysia, był najlepszy? Nie wiem. Nigdy na ten temat nie rozmawialiśmy. Nie wiem czym kierowali się dwadzieścia sześć lat temu. Ja bym teraz wzbogacił ją o kilka nazwisk.

P.S.
Premiera wystawy
W kręgu itd miała odbyć się w grudniu 1981 w Starej Galerii ZPAF w Warszawie. Na tę okazję wydrukowano 300 egzemplarzy katalogu, który niemal w całości „gdzieś zniknął”. Ocalało jedynie kilkanaście sztuk.
Do tej pory nie wiadomo co się stało z pracami zgromadzonymi na wystawę. Obecna prezentacja to współczesne odbitki, odtworzone „z pamięci”. Lista autorów obecnej wystawy jest zgodna z nazwiskami wymienianymi w katalogu z roku 1981.