| Sny boleśnie rzeczywiste... |
| Recenzje - Małgorzata Bożek | |||
![]() Sen. Dziwny stan usytuowany gdzieś między naszym codziennym istnieniem a rzeczywistością biegnącą jakby „obok”, w zaułkach światów i wymiarów o których istnieniu nie zdajemy sobie sprawy, w specyficznej strefie „pomiędzy”. Sny pojawiają się i znikają w ułamku sekundy, potrafią utonąć w niepamięci, dziwnej przestrzeni tylko czasem dopuszczającej do świadomości kontury czy zarysy śnionych rzeczy i sytuacji, stają się męczącą myślą, denerwującą swoją nieokreślonością, nieco przerażającą i niewątpliwie będącą przedmiotem fascynacji. Monika Chlebek obnaża w pewien sposób tę przestrzeń, wydziera ją zachłannemu umysłowi i ciału, które śni szczególnie boleśnie na jej obrazach. Świat przedstawiony zapisany na płótnie przez młodą artystkę to uniwersum, w którym dryfują w nieznanych kierunkach osobliwe wizerunki. Od otwartych butelkowo zielonych przestrzeni, widzianych jakby z lotu ptaka, poprzez mroczne, ciasne pomieszczenia zamieszkałe przez roje mrówek, aż do fragmentów ludzkiego ciała, które raz jest zarysem ludzkiej sylwetki, kiedy indziej tylko przedstawieniem jej części, a nawet wyciętą z całości, bliżej nieokreśloną przestrzenią skóry. Obrazy te zdają się być wizualizacją lęku – z jednej strony niezwykle intymnego, z drugiej natomiast w pewien sposób uniwersalnego w pewnej mierze. Lęk zobrazowany przez malarkę, jak wskazuje tytuł wystawy pochodzący z obszaru swego rodzaju pogranicza – życia i śmierci, ruchu i stagnacji, trwania w czasie i rzeczywistości oraz poza nimi – staje się lekiem widza. Zbiór prac Moniki Chlebek jest swego rodzaju przekraczaniem – granic własnego „ja” autorki i granic „ja” widza, który chcąc nie chcąc decydując się na obejrzenie wystawy Złe sny wkracza w intymność malarki, ale niepostrzeżenie zauważa, że jednocześnie przełamana zostaje jego własna bariera intymności, prezentowane wizje stają się dziwnie znajome, własne, a przez to w pewien sposób oswojone, stają się cichym dialogiem i nicią porozumienia w tym obszarze dziwności, jaki stwarza sztuka. Wówczas pojawiają się bliskość i niepokój, wywołane jakąś niesamowitą zdolnością autorki do uniwersalizacji sennej przestrzeni. Z jednej strony pozwala ona wejść widzowi w swój „wewnętrzny” świat – twarz na obrazach przypomina rzeczywisty wizerunek artystki - z drugiej natomiast poprzez jakiś rodzaj uniwersalizmu, wkracza w jego obszar – zdawać by się mogło – tak bardzo prywatny i ukryty – obszar życia sennego. Poprzez materializację tej podszewki rzeczywistości w formie malarskiej, Monika Chlebek mierzy się z tym co często tłumione, odrzucone, co może sama jeszcze do niedawna odtrącała. Do czego prowadzi ta konfrontacja? Na pewno do próby zmierzenia się z własnym lękiem, odkrycia jego znaczenia oraz dziwnego, ale być może ważnego sensu. Konfrontacja ta powoduje, że oglądanie prac z cyklu Złe sny może stać się dla widza źródłem zarówno bólu, jak i obrzydzenia, którym to uczuciom tak niezwykle blisko do słynnej kategorii wzniosłości. Jak zauważa Carolyn Korsmeyer, przywoływanie pierwiastków cielesnych, które budzą wstręt, posiada ścisłe związki z filozoficzną rewaloryzacją ciała, gdyż obrzydzenie stanowi najbardziej fizyczne, docierające do samych trzewi uczucie(1) . Tak więc przywołanie odrazy jest ze strony części sztuki szokującym zerwaniem ciągłości z tradycjami wartości estetycznej, jednak może być także postrzegane jako kontynuacja szacownej i cieszącej się uznaniem kategorii estetycznej: wzniosłości(2) . Niewątpliwie materializację tego rodzaju odczuć – strachu, bólu, odrazy – można odnaleźć w pracach młodej artystki . Nie są one jednak agresywne i całkowicie „dosłowne” dzięki nadaniu im charakteru marzenia sennego. Autorka co prawda bardzo wyraziście obrazuje lęk w swoich pracach, ale łagodzi jego przenikliwość stawiając pomiędzy widzem a obrazem coś na kształt transparentnej, mglistej zasłony, czy to w postaci pastelowej delikatnej kolorystki czy też ograniczeniem wizji przedmiotu czy ciała tylko do drobnego wycinka rzeczywistości, rzeczywistości jej samej. Jednak temu malarskiemu zapisowi złych snów nie brak również różnorodności, są tu nie tylko stonowane kolory i zarysy sylwetki czy jej nieokreślone fragmenty. Pojawia się także wyrazistość kształtów – dwie prawe nogi – szczegółowo utkane malarskim pędzlem koronki drobnych żyłek, mapy różanych wykwitów na skórze, ciemne, drobne i bardzo rzeczywiste ciałka pasożytów i owadów – niemal wychodzące z przestrzeni obrazów wprost na widza…Ta rozmaitość przedstawień prowadzi widza przez labirynt wrażeń . Raz musi się on domyślać na co patrzy, domniemywać – pozwala to na bezpieczny dystans łatwo obalony, gdy zagnieżdżony w wyobraźni dręczący wizerunek zacznie przybierać nazbyt rzeczywiste kształty czy to w myślach czy nawet snach wcześniej zachłannie patrzącego. Kiedy indziej jego spojrzenie może paść na inną pracę Chlebek dobitnie odsłaniającą treść złego snu, z tak dotkliwą wyrazistością, że zdaje się iż nie ma przed nim ucieczki. Złe sny, to sny boleśnie rzeczywiste, prezentujące sferę ukrytych przestrzeni ludzkiej psychiki do której wdziera się cielesność, a raczej która dawno już tam jest i manifestuje swoją obecność. Cielesność szczególnie dotkliwa w swoim wymiarze, cielesność znamionująca ból, chorobę, skazę, zupełnie odmienna od tej prezentowanej przez massmedia ze swoim kultem młodości, idealnego piękna i niemal porcelanowej gładkości. Ta tradycyjnie przedstawiana cielesność też jest „pokawałkowana” i rozbita, zwłaszcza jeśli jest cielesnością kobiecą – obiecuje satysfakcję, bogactwo, powodzenie. Cielesność prezentowana przez Monikę Chlebek jakby na przekór takiemu ujęciu zdaje się przywoływać abjekt, to co odrzucone, budzące lęk i odrazę, o którym tak pisała Julia Kristeva: „We wstręcie przejawia się jeden z owych gwałtownych i mrocznych buntów bytu przeciw temu, co mu zagraża i co, jak się zdaje, nadchodzi z zewnątrz lub rozsadza od wewnątrz, rzucone obok tego, co dopuszczalne, tolerowane, możliwe do pomyślenia. To jest tu, tak blisko, lecz nie da się przyswoić. To się narzuca, niepokoi, fascynuje pragnienie, które mimo to nie pozwala się uwieść. Pragnienie, przestraszone odwraca się. Zraża się i odrzuca. Absolut chroni je przed wstydem, a ono jest zeń dumne, trzyma się go. Ale mimo wszystko ten poryw, ten skurcz, ten skok jest przyciągany zarazem przez pewne gdzie indziej, równie kuszące, jak i przeklęte. Niestrudzenie, jak nieokiełznany bumerang, bieguny wezwania i odrzucenia dosłownie wyprowadzają z równowagi tego, z kim tkwią.” (3) Wezwanie i odrzucenie, niepokój i fascynacja – to uczucia, które rodzą się poprzez spojrzenie i zatrzymanie nad wystawą Moniki Chlebek. To, co widać na jej obrazach początkowo pozwala na bezpieczny dystans, jednak bardzo szybko wizerunki lęków, cudzych koszmarów, tytułowych „złych snów” prowokują pytanie: czy nie o tym samym kiedyś śniłam? Wystawa Złe sny w krakowskiej Galerii Zderzak jest przykładem wkraczania w sztukę innego rodzaju estetyki, której specyficzne doświadczanie prowadzi od wstrętu i lęku po swego rodzaju samopoznanie. Często nie sposób wyrazić snów słowami, można je wtedy namalować. Nie każdy to potrafi. Dlatego warto przyjrzeć się Złym snom w wydaniu Moniki Chlebek i zmierzyć się z własnymi demonami. tekst i foto: Małgorzata Bożek (1) Korsmeyer Carolyn: Trudne przyjemności: wzniosłość i wstręt [w:] Gender w estetyce, Wyd. UNIVERSITAS, Kraków 2008, s. 160. (2) Tamże, s. 160. (3) Kristeva Julia: Potęga obrzydzenia. Esej o wstręcie, przekł. P. Dybel, Kraków 2007, s. 7. Wystawa Moniki Chlebek Złe sny, której wernisaż odbył się w piątek 12 marca w Galerii Zderzak. Wystawa trwa do 10 kwietnia 2010
|




















