Reklama



Najbliższe wernisaże:

Zdjęcie tygodnia:

Informator
Poland-Art

Folder Informator Poland-Art

Bezpłatny, drukowany folder informacyjny, dostępny w galeriach sztuki, muzeach oraz instytucjach kultury.
Więcej …


Konkursy:

Konkurs na zestaw autorskich produktów
Nazwa: Konkurs na zestaw autorskich produktów

Organizator: Nadbałtyckie Centrum Kultury oraz Gdańska Galeria Miejska

Termin: 31 maja 2012

www.ggm.gda.pl
Więcej …

Zobacz galerie:

Warsztaty, wykłady, spotkania

Noc muzeów 2009
Recenzje - Małgorzata Bożek

fot. Małgorzata Bożek

Noc od zawsze kojarzona była z tajemnicą, jakimś rodzajem życia od drugiej strony, usytuowanego gdzieś między ucieczką od codzienności, a marzeniem sennym czy bardziej świadomym, wysyłanym w przyjemny mrok tej pory wytchnienia. Jest taka szczególna noc w roku, kiedy tego tak potrzebnego każdemu wytchnienia możemy doznać poprzez sztukę, przez wstąpienie nocą, ale w pełnym świetle, w jej progi. Noc Muzeów, bo o niej mowa, już od wielu lat odbywa się również w Polsce (od 2003 r.), i z roku na rok przystępuje do organizacji tego wydarzenia coraz więcej miast. Pierwsza Noc Muzeów odbyła się w Berlinie w roku 1997, w 2001 przekształciła się w imprezę o zasięgu ogólnoeuropejskim. Głównym celem tej imprezy, odbywającej się pod patronatem Europejskiej Rady Europy, jest utworzenie płaszczyzny spotkania dla muzeów i prezentowanej przez nie sztuki oraz publiczności.
Czy polskim organizatorom udaje się podtrzymywać i rozwijać te ideę i co jest tak naprawdę najważniejsze w zakresie tej inicjatywy? Przecież z roku na rok pojawia się coraz więcej zainteresowanych i chętnych do nocnych eskapad, którym niestraszne tłumy, kolejki i zmęczenie.     

Szczerze mówiąc wybierałam się na krakowską Noc Muzeów ze sporą dozą rezerwy i sceptycyzmu. Szumiały mi w głowie opowieści o dzikich tłumach napierających na muzealne bramy, i monstrualnie długich kolejkach wijących się po krakowskich uliczkach. No i cóż pierwszy punkt docelowy mojej wyprawy- Międzynarodowe Centrum Kultury- pospiech, jest godzina 20.15, a o 21 zamykają, jestem na miejscu, cóż zdążyliśmy. Ku mojemu zaskoczeniu tłumy nie wślizgują się drzwiami i oknami, a na wystawie BAUHAUS XX-XXI DZIEDZICTWO WCIĄŻ ŻYWE można nawet spokojnie usiąść na skórzanych, mieniących się czernią fotelach i przyglądać surowym formom na czarno- białych fotografiach, jak dla mnie przerażająco surowym.
Jest wiele takich miejsc, ważnych dla mnie punktów na artystycznej mapie miasta, jakby schowanych pośród wielkich Muzeów Krakowa, w których kameralny klimat i bardziej prywatny charakter zachęca tych, którzy szczególnie upodobali sobie jakiś określony temat z dziedziny sztuki czy kultury. Takim miejscem jest Pracownia Tadeusza Kantora na Siennej, kolejny cel mojej nocnej wędrówki, gdzie przyglądając się obrazom artysty- wystawa Tadeusz Kantor. Prace z lat 1987-1990- można było posłuchać ciekawych opowieści o nim samym, snutych przez osoby, które znały go osobiście.   Fascynacja sztuką Kantora przywiodła mnie również do oddalonej już nieco od centrum podgórskiej elektrowni, jeszcze na co dzień nie funkcjonującej, lecz w przyszłości mającej być siedzibą Muzeum Tadeusza Kantora.






Szczególny klimat tego miejsca, usytuowanego tuż nad Wisłą, jego stare mury otoczone majową ciepła nocą, potęgowały wrażenie jakie wywierał wyświetlany na ogromnej ścianie elektrowni materiał filmowy prezentujący prace aktorów Teatru Cricot 2 i ich Mistrza. Wnętrza budynku natomiast umożliwiały wejście w sam środek, niemal żywego teatru Kantora. Pomalowany  na czarno pokój, przestrzeń wypełniona dźwiękami braw i odgłosami spektakli dochodzącymi z umieszczonych przy każdym ekranie słuchawek. Prócz tego dwa ogromne ekrany, pomiędzy które wejście, sprawiało wrażenie, że otaczają nas postaci z kantorowskiego teatru- ich głosy, gesty, spojrzenia. Niesamowitość tego miejsca polegała na tym męczącym niemal pomieszaniu, na chaosie, z którego można było się na chwilę wyrwać zakładając słuchawki i wchodząc w przestrzeń jednego przedstawienia. Dla mnie samej, ten pozorny chaos, nagromadzenie obrazów i dźwięków i nieśmiertelna czerń ścian i podłóg, która tak bardzo kojarzy się z teatrem ubogim, jego prostotą i zarazem obfitością znaczeń, wyrażały niesamowicie trafnie pewne założenia sztuki Kantora, które przypomniałam sobie dzięki tej impresji filmowej. Jeszcze w drodze powrotnej, idąc ulicą po drugiej stronie Wisły, mogłam podziwiać wyłaniające się z mroku obrazy ze spektakli Teatru Cricot 2 widoczne na ścianie dawnej elektrowni. Na Podgórzu został Kantor i jego teatr, ale już po drugiej stronie mostu, na Kazimierzu, tuż za rogiem, zobaczyliśmy kolejny pokaz multimedialny- wyświetlany na ścianie Muzeum Etnograficznego film, prezentujący w czerni i bieli zakątki Krakowa, swego rodzaju fragmenty miasta, jego życia. Jednak obrazy te stanowiły tylko tło, esencją prezentowanego filmu były głosy Krakowian, opowiadających o ich mieście, o miejscach w których żyli, o zmianach które nieustannie tu zachodzą, o starym Krakowie. Wypowiedzi czasem przesycone nostalgią, niezmiennie rozmiłowane w tym mieście, często tęskniące za jego wersją z przeszłości, bardziej swojską, dla nich tak bardzo urokliwą, brzmiały trochę smutno, jak duchy, ale budziły niewątpliwie ciekawość i uczucie tęsknoty za tym niepoznanym nigdy miejscem, jakim był niegdyś Kraków.
Spośród odwiedzanych miejsc największą popularnością zdawało cieszyć się Muzeum Narodowe, które prócz prezentacji wystaw stałych i czasowych, zorganizowało liczne atrakcje dla dzieci i dorosłych. Tu rzeczywiście widać było te legendarne już niemal tłumy przybyłe na Noc Muzeów, jednak nie tak straszne jak w owych legendach malkontentów, ostrzegających przed masami żądnymi wrażeń. Atrakcje przygotowane przez Muzeum miały bardzo szeroki zakres, nie tylko wielbiciele sztuki mogli tu znaleźć coś dla siebie.


Dla tych, których fascynuje przysłowiowa druga strona czy tzw. podszewka, w tym przypadku instytucji sztuki, zorganizowano zwiedzanie pod nazwą Bżuh Mózeóm, które pozwoliło zajrzeć w najciemniejsze zakamarki monumentalnego budynku, na co dzień niedostępne dla zwykłych śmiertelników. Inną ciekawą inicjatywą było oprowadzanie po wybranych fragmentach ekspozycji w Galerii Sztuki Polskiej XX przez niewidomych przewodników. Usłysz niewidzialne, bo taki tytułem opatrzono tę akcje, było zapewne niezwykłym przeżyciem dla tych, którzy podjęli się tego doświadczenia. Ja niestety spóźniona  po  spacerze po drugiej stronie miasta, a może też trochę z obawy czy niepewności, mogłam obserwować ich tylko z boku. Grupa osób z przepaskami na oczach trzymająca się mocno za ręce, podążała za swoim niezwykłym przewodnikiem, który wprowadził ich w świat sztuki odbieranej całą paletą zmysłów. Chłopak w ciemnych okularach opowiadał o różnych aspektach wybranych części ekspozycji, a grupa zwiedzających z zasłoniętym wzrokiem, bacznie podążała za jego słowami, za pomocą dotyku starała się wyczuwać to o czym w danym momencie mówił, co opisywał im ze swojej perspektywy.


Właśnie Galeria Sztuki Polskiej XX wieku szczególnie interesowała mnie w tej wędrówce po Muzeum Narodowym i jej postanowiłam poświęcić tego wieczoru najwięcej uwagi. Niestety pojawił się deficyt sił i z silnym postanowieniem, że wrócę tu  tylko po to, aby przyjrzeć się tej właśnie ekspozycji, opuszczona przez towarzyszy wieczoru, ja również stwierdziłam, że czas zakończyć moje zwiedzanie. Zwłaszcza, że wcześniej obejrzałam jeszcze dwie inne wystawy w Gmachu Muzeum Narodowego- Pierwszy krok… w stronę kolekcji zachodniej sztuki współczesnej oraz Zbylut Grzywacz. 1939-2004. Ogrom zgromadzonych przez muzeum dzieł był nie do ogarnięcia przez jedną krótką noc, a w zasadzie wieczór, tu potrzebny byłby chyba tydzień, wtedy byc może udałoby się wszystkiemu dokładnie przyjrzeć. Na szczęście nie o to raczej chodzi w tej inicjatywie, żeby zobaczyć wszystko. Dla tych którzy nie mieli siły ogarnąć tej mnogości artystycznej ekspresji zebranej w jednym miejscu i dla tych nieco już zmęczonych, znalazło się inne, nie mniej związane ze sztuką, tyle, że muzyczną, doświadczenie- majowy wieczór, schody Muzeum Narodowego i łagodne dźwięki muzyki- trudno myśleć o bardziej odpowiednim odpoczynku po muzealnych wojażach. W ten właśnie przyjemny sposób i ja zakończyłam swoją Noc Muzeów.
Równie tłumnie, jak główny Gmach Muzeum Narodowego odwiedzane były poszczególne jego oddziały: Muzeum Książąt Czartoryskich, Muzeum Stanisława Wyspiańskiego w Kamienicy Szołayskich, Dom Józefa Mehoffera, Pałac Biskupa Erazma Ciołka. Sznury kolejek wiły się  przed nimi barwnie w cieple wieczoru, nie straszne większości czekających. Wiele jeszcze ciekawych miejsc Krakowa otworzyło swe podwoje dla mieszkańców i turystów, jednak noc zbyt krótka i siły ludzkie też ograniczone, dlatego nie sposób zobaczyć wszystkiego na raz. Tej nocy warto wybrać szczególnie ważne dla siebie samego „perełki” i być może odnaleźć inspiracje w programie przygotowanym na tę noc. Inspirację i zachętę do odwiedzenia tych niesamowitych miejsc, których tyle jest w Krakowie. A prócz muzeów są przecież jeszcze galerie, teatry, kawiarnie, kręte uliczki, które tylko czekają żeby zostać odkryte (tu może link do naszej strony;)).
W informacjach o warszawskiej Nocy Muzeów również można poczytać o tłumach przybyłych na to wydarzenie, spragnionych kontaktów ze sztuką, których nie odstraszyły deszcz i wiatr. Na zdjęciach widać rząd kolorowych parasoli i długie kolejki. Atrakcji warszawskich było co nie miara, program Nocy Muzeów w tym mieście był niezwykle bogaty, prócz wystaw czasowych i stałych ekspozycji w muzeach i galeriach, obfitował w koncerty, happeningi, performance, projekcje wideo, gry miejskie i wiele, wiele innych inicjatyw, było więc w czym wybierać.  Dla miłośników oryginalnych środków transportu również znalazły się atrakcje- po mieście kursowały zabytkowe tramwaje, autobusy oraz tzw. „ogórki”- autobusy jelcz i san, w sumie jeszcze dość często widziane na polskich drogach, a podobno uwielbiane przez Warszawiaków.
Wrocław również przeżył istne oblężenie, jak czytamy w serwisach informacyjnych tylko samo Muzeum Narodowe odwiedziło 12 tys. osób. Nie obyło się więc bez kolejek i tłumów rządnych kontaktu ze sztuką i skarbami zgromadzonymi w muzeach. Instytucje, które otwarły dla zwiedzających swoje podwoje, to między innymi Centrum Sztuki WRO, Muzeum Miejskie Wrocławia, Muzeum Architektury, jak pisałam wyżej Muzeum Narodowe, Muzeum Etnograficzne, Muzeum Poczty i wiele innych. Najczęściej wymienianymi atrakcjami wrocławskiej Nocy Muzeów były ArchiNOC w Miejskim Muzeum Architektury, wystawa podsumowująca tegoroczne Biennale Sztuki Mediów oraz jaśniejąca futurystycznym blaskiem wśród mroków Nocy Muzeów wieża Muzeum Poczty i Telekomunikacji przy ul. Krasińskiego 1 we Wrocławiu. Widok był na pewno niesamowity, Wrocławianie ubolewali tylko nad tym, że nie mogą podziwiać tego świetlnego zjawiska częściej.
W Łodzi zainteresowanie atrakcjami przygotowanymi na V Noc Muzeów 2009 także osiągnęło wysoki pułap. Tłumnie odwiedzano placówki kultury, na łódzkich ulicach ciągnęły się sznury kolejek i spacerowały grupy ciekawskich żądne wiedzy, sztuki i nowych wrażeń.  Dwadzieścia dwa muzea i galerie przygotowały się na przyjęcie zainteresowanych ich zbiorami Łodzian i przybyłych tutaj specjalnie na tę noc przyjezdnych. Wystawom i stałym ekspozycjom muzealnym towarzyszyły różnego rodzaju inne wydarzenia, takie jak pokazy sztucznych ogni, wybijanie monet, liczne projekcje i przedstawienia. Tak jak i w innych miastach grono zainteresowanych powiększyło się znacznie w stosunku do ubiegłego roku.
Pytanie czy warto inwestować siły, energię i pieniądze w Noc Muzeów jest pytaniem retorycznym. Sztuka na tę jedną noc pozbywa się swojej twardej otoczki elitarności, otwiera się na ludzi i oni dzięki temu otwierają się na nią. Muzea, czasem trochę zakurzone, na nowo budzą zainteresowanie i co ważniejsze pozostaje nadzieja, że choć jakaś ułamkowa część tego zainteresowania będzie miała swoje przejawy w ciągu roku i tłumy, tak znaczne tej jednej wyjątkowej nocy,  powrócą.

Małgorzata Bożek
foto: Poland-art

Dodaj do:

Wykop    Facebook