| Tak(i) jest Maciejowski |
| Recenzje - Małgorzata Bożek | |||
![]() Sztuka mówi sama za siebie. Artysta nie musi wypowiadać ani słowa, wszystko jest zapisane w przestrzeni obrazu. Twórczość Marcina Maciejowskiego jest przestrzenią, przez którą przewijają się rozmaite wątki, tematy oraz formy – choć artysta oscyluje wokół realizmu w przypadku poruszania poszczególnych problemów modyfikuje sposób przedstawiania, choć nie porzuca pewnego charakterystycznego dla siebie rysu. Wystawa Tak jest prezentowana w krakowskim Muzeum Narodowym jest próbą ukazania w szerokim ujęciu twórczości młodego artysty. Jaka jest ta twórczość? Niewątpliwie bardzo ciekawa i złożona. Idealnie oddaje swoje czasy, ową nie do końca określoną, niepoznaną, dziejącą się przecież nieustannie współczesność. „Tak jest” mówią organizatorzy wystawy i sam artysta…
Rzeczywistość w ujęciu Maciejowskiego to z jednej strony natłok obrazów będących częścią tzw. medialnego szumu – zdjęcia z pierwszych stron gazet, magazynów, portali, infografiki, urozmaicane często tekstami dopełniającymi ich znaczenie i strukturę – ale również sceny z filmów, wizerunki słynnych artystów, a także przedstawienia ich twórczości. Obok tego „oficjalnego” w pewnym sensie oblicza współczesności (i nie tylko współczesności!) pojawiają się wizerunki „zwykłych” ludzi, w zwykłych, codziennych sytuacjach, sporo z nich należy do kobiet, które zdają się zajmować jakieś znaczące miejsce w artystycznych działaniach malarza. Co ważne w przypadku tej drugiej części twórczości Maciejowskiego, bardziej „powszedniej”, twarze na obrazach są bardzo wyraziste, oddane z niemal fotograficzną precyzją, nawet pogłębione w stosunku do fotograficznego pierwowzoru, podczas gdy tzw. „osobom publicznym” często brakuje oblicza – albo jest ono jakby wymazane, albo tylko zdawkowe, ledwie zarysowane, choć sugestywnie naprowadzające na skojarzenie z pierwowzorem. Marek Świca w katalogu towarzyszącym wystawie zaznacza, że Maciejowski jako obserwator rzeczywistości – zarówno tej banalnej, jak i oficjalnej – kolekcjonuje wypływające z niej wizerunki bez przymusu ogarnięcia jej znaczenia i sensu(1) . Czy rzeczywiście tak jest? Prace Maciejowskiego w pewien sposób ukazują natłok informacji i obrazów, którymi atakowany jest w swojej codzienności każdy człowiek. Wyłania się z tego wizerunek współczesności „zmultiplikowanej”, niezwykle pluralistycznej, jest w niej wszystko: polityka, kultura, film, sztuka, codzienność – mieszają się one ze sobą tworząc coś, co często wymyka się spomiędzy palców, ucieka, nie daje się ogarnąć. Taka też jest wystawa prac Maciejowskiego, jest zbiorem przedstawień rzeczywistości z którą zderza się artysta, nadając im wyjątkowy charakter i zapisując je dla siebie oraz widza. Przy okazji twórczości Marcina Maciejowskiego wiele mówi się o technikach postmodernistycznego konstruowania dzieła sztuki. Roman Schuler określa je jako rewriting, przepisywanie obrazów, ale również ich dekonstruowanie oraz rekonstrukcje służące artyście do stworzenia z gotowych wizerunków nowego obrazu, innej wizualności(2). Podobnie twierdzi Goschka Gawlik – kuratorka krakowskiej wystawy Maciejowskiego w MNK – podkreślając z jednej strony związki artysty z nurtem realizmu społecznego, w polskim ujęciu określanego mianem pop-banalizmu, czy też z Pop-artem, a z drugiej zaznaczając różnice między zachodnimi artystami tego nurtu a Maciejowskim. Bowiem jak pisze kuratorka: „Artysta nie posługiwał się jednak żadnymi technikami pośrednimi (jak w wypadku amerykańskich popartystów sięgających do serigrafii i innych mechanicznych technik drukarskich, np. opakowania Brillo Boxów Warhola) lecz dokonywał manualnej transkrypcji kanonów prasowej fotografii w swoje szeroko rozumiane realistyczne malarstwo. Malarską fakturą lub żywym kolorem podkreślał ponadto przekornie charakterystyczne dla < Kreacje te niewątpliwie nie są tylko prostym odwzorowaniem, lustrzanym odbiciem przemianowanym na język malarstwa. Artysta niczym reporter codzienności pogłębia te wizerunki, barwą, dopełnieniem bądź też pominięciem pewnych elementów z oryginału czy też opisem stwarza nową przestrzeń, nowy wymiar obserwowanej sytuacji, medialnego wycinka rzeczywistości czy też po prostu codziennego życia. Co ważne obrazy te nie są płaskimi plamami, jak często określano malarstwo, są trójwymiarowe, niesamowite w odbiorze, niektóre zdają się poszerzać swoją przestrzeń, otwierać ją i w specyficzny sposób wychodzić poza swoje ramy, lekceważąc ograniczenia płótna. Dzieje się tak za przyczyną wędrującego gdzieś poza dzieło, poza nas, ludzi stojących z nim „twarzą w twarz”, wzroku postaci czy też kierunku w którym zmierzają, prócz tego podpisy obrazów mające charakter żywej rozmowy, dialogu toczącego się w czasie płynącym gdzieś obok nas, w rzeczywistości dzieła, ale niewątpliwie dziejącym się „tu i teraz”, kiedy ja jako widz odbieram to, co stworzył artysta, przybierają tym samym funkcję niemal równorzędną z malarskim wizerunkiem. Sprawiają, że sztuka Maciejowskiego żyje, staje się, jest – bo przecież Tak jest. O tego rodzaju performatywności dzieł krakowskiego artysty wspomina niejednokrotnie kuratorka wystawy – Goschka Gawlik(4). Zresztą sam sposób aranżacji wystawy w Muzeum Narodowym (autor aranżacji wystawy – Marcin Mikos) ma na celu stworzenie przestrzeni łączącej obrazy z rzeczywistością, jak i z innymi formami sztuki, ukazaniem wielowymiarowości poszczególnych dzieł i całościowego znaczenia. W tym celu twórcy wystawy postanowili stworzyć coś na kształt miasta, z ulicami, placami, pasażami i zakamarkami, nawiązując w swoich działaniach do filmu Charliego Kaufmanna Synecdoche, New York ( 2008). Wędrując pomiędzy poszczególnymi odsłonami wystawy – odnoszącymi się do tytułów prac Maciejowskiego – najciekawsze wydają się właśnie owe „zakamarki” czy też „przestrzenie ukryte”, które pozwalają poczuć swego rodzaju przekroczenie granic obszaru wystawienniczego, ścian Muzeum czy też ostatecznie samego obrazu. To nie tylko wydzielone osobne wnętrza przypominające coś na kształt pracowni artysty, studia w którym odnaleźć można nie tylko nawiązania do innych rodzajów sztuki, jak i innych twórców, ale również przedmioty wyjęte jakby z przestrzeni codziennego użytkowania artysty– okryty białą tkaniną, kuszący ukrytą pod nią miękkością fotel, metalową popielniczkę tuż obok niego, wskazującą miejsce odpoczynku, może także namysłu, płytę Boba Dylana leżącą na biurku, czkającą aż ktoś uwolni jej dźwięki. Inne wyraźnie oddzielonym od reszty przestrzeni miejsce, do którego dociera widz, stanowi wąski ciemny „korytarz” . Pokryte czarną farbą ściany, nieliczne obrazy – również w barwach czerni oraz bieli i szarości – w tym jeden wyjątkowy, przypominający tylko tło bądź też jakiś rozmyty, pusty pejzaż – niezwykle kojący – przyciąga swym spokojem i prostotą. Odpoczynek. Tak brzmi tytuł tej części wystawy. Szczególnie ciekawą formę owych „zakamarków” stanowią wkomponowane w przestrzeń wystawy przysłowiowe „dziurki od klucza” – okrągłe, nieduże otwory przez które obserwować można obrazy wyłączone poza tradycyjny obszar wystawy. Ukryte, odsunięte tajemniczo na bok, możliwe do pominięcia, wizerunki „spoza” wyznaczonej zwiedzającym ścieżki stawiają czujnych obserwatorów w pozycji voyerów, podglądaczy. To, co dostrzec można po drugiej stronie ma nieco „nierzeczywisty” charakter, czy to przez szczególną zdolność malarza do nadawania swoim dziełom trójwymiarowości czy też dodatkowo przez wyjątkowy sposób wyeksponowania walorów tych dzieł. To nie tylko ciekawe doświadczenie, ale i właśnie owo przełamywanie płaskości, przekraczanie granic przestrzeni, ale o tym już wspominałam. Pisać o wystawie Marcina Maciejowskiego można by jeszcze wiele, poruszając przy tym tematy takie, jak odwołania do tradycji, dawnych mistrzów malarstwa, poprzedników artysty, czy też sposób spojrzenia na kobiety w jego twórczości, z których, jak pisze Ursula Hübner „tworzy(…)boginie doskonałe, nigdy nie tracące formy i zawsze zachowujące erotyczny powab”(5) , a więc z jednej strony pozostające wizją męskiego marzenia, ale z drugiej silne i niezależne, biorące życie w swoje ręce – piękne. Wielość wątków i problemów, które odnaleźć można w twórczości tego współczesnego artysty widoczna jest już w samej kompozycji wystawy Tak jest, w wielości wydzielonych w jej przestrzeni fragmentów, czy też w katalogu wystawy, w którym zaprezentowane są tak różne spojrzenia na malarstwo Maciejowskiego. Artysta prezentuje bowiem swój obraz współczesności który podobnie jak ona – niezwykle złożona i różnorodna, „otwarta”, czasem tak przepełniona informacjami, znaczeniami, formami, że nie sposób się w niej odnaleźć – jest niezwykle rozbudowany i wielowątkowy – czasem zabawny, kiedy indziej śmieszny, ale też bardzo często piękny. Tak jest – mówi poprzez swoją sztukę artysta. Jak? Przekonajcie się sami…Wystawa Marcina Maciejowskiego trwa tylko do 23 maja. Tekst i foto: Małgorzata Bożek (1) Świca Marek: *** [w:] Tak jest. Marcin Maciejowski. Wystawa w Muzeum Narodowym w Krakowie 26 marca – 23 maja 2010, kat. wyst. Muzeum Narodowe w Krakowie, Kraków 2010, s. 7. (2) Schuler Roman: Artysta między konsumentem i producentem: O mediatyzowanych kolektywnych światach obrazów w obrazie [w:] j.w. , s. 169 – 170. (3) Gawlik Goschka: Nie zawsze tak jest [w:] j.w. , s. 30. (4) Kuratorka wspominała o tym na konferencji prasowej poprzedzającej otwarcie wystawy w dniu 25 marca 2010. Można również o tym przeczytać w jej tekstach zawartych w katalogu do tejże wystawy. (5) Hübner Ursula: Colour of your Energydrink [w:] j.w. , s. 68 – 69. Wystawa trwa do 23 maja 2010, MNK Gmach Główny Więcej o wystawie i towarzyszącym jej programie. Zobacz również KONKURS
|




















