| Cienie – Ćmy – Czycz |
| Recenzje - Małgorzata Bożek | |||
![]() Tytuł wystawy Dawida Czycza – O wadach – sygnalizuje trop, którym artysta chce poprowadzić widza poprzez narrację, jaką stanowi jego malarstwo. Stawia przed nim obrazy na których zobaczyć można roje owadów zatrzymanych w ich szaleńczym tańcu, zasłaniających przedmioty, twarze, fragmenty ciała, rzeczy usytuowane na pozornie jednolitym tle, z którego po dokładniejszym spojrzeniu wyłaniają się obłe kształty robaków, które zdawać by się mogło smakowite ciastko zamieniają w obiekt wywołujący obrzydzenie czy strach, już poprzez samą nieodpowiedniość ich zestawienia. Dawid Czycz to młody artysta prezentujący w Galerii Zderzak swoją pierwszą indywidualną wystawę. Wcześniej uczestniczył już w wystawach zbiorowych, takich jak Science&Fiction (2009) – która była jednocześnie jego debiutem – oraz Moon hostel (2009), obie miały miejsce również w krakowskim Zderzaku. Obrazy tego twórcy obejrzeć można również w galerii internetowej, w której Kama Wróbel w swoim komentarzu do nich pisze o swoistej mieszance stylowo-tematycznej, jaką tworzą prace Czycza, omawiając poszczególne ich cykle (1). Przyglądając się tej analizie i prezentowanych poprzez nią dziełom, można dostrzec poszczególne obszary zainteresowań artysty i pewien charakterystyczny sposób ich obrazowania. Przedstawiają one sytuacje będące często momentem próby, zmierzenia się z okolicznościami, ale i z własnym strachem i słabością (cykl Manewry, Zakażenie). Z drugiej strony zobaczyć można wśród nich również przedstawienia niefiguratywne bądź też fantasmagoryczne, nierzeczywiste, oderwane od rzeczywistego świata, a zapraszające do obejrzenia jakiegoś innego, bliżej nieokreślonego wymiaru, czasem pełnego niezwykłego, jednak smutnego piękna – jak w przypadku Niebieskich ptaków 2 – innym razem przerażającego. Częstym motywem zapełniającym obrazy Czycza są owady – malowane w skali mikro i makro, zmultiplikowane, ale również oddzielone od roju, wyrwane z jego pozornie bezpiecznych granic. Ten świat, którego podobieństwo z ludzkim jest tak wyraźne na obrazach Dawida Czycza, staje się dominantą najnowszej wystawy młodego artysty noszącej dwuznaczny tytuł O wadach. Pomysł z owadami zaczął się od tego, że chciałem namalować obrazy o ślepym dążeniu do celu, o zaślepieniu w swoim codziennym życiu, w tym, czego chcemy dokonać…- Dawid Czycz Poszukiwanie analogii i symbolu dało początek zainteresowaniu owadami w sztuce tworzonej przez Dawida Czycza, bowiem jako nośnik znaczeń i sensów doskonale obrazują one człowieka, jego uniwersalne w pewnym wymiarze słabości - naiwność, bezsilność, czasem nawet zło – a więc tytułowe wady. Jedną z nich jest zaślepienie od którego wziął się pomysł na wykorzystanie właśnie owadów jako swego rodzaju medium. Podobieństwo dwóch zdawać by się mogło tak diametralnie różnych światów jest uderzające. Owady podobnie jak ludzie żyją w społecznościach, powodowane jakimś bliżej nieokreślonym instynktem razem walczą o przetrwanie, ale często odtrącają bądź unicestwiają swych członków w imię prawa natury, przewagi myśliwego nad ofiarą lub konieczności przetrwania. Na obrazach Dawida Czycza przyjmują one jednak nie tylko formę nośnika znaczeń, ale przyciągają uwagę niezwykłością wizerunku. Roje ciem, much czy też owadów biegających, na pierwszy rzut oka tworzące jakby jednolitą, zbitą masę, przeobrażają się wraz ze zmianą perspektywy w pojedyncze ciałka – ciemne, błyszczące, konkretne. Z tej dziwnej masy, oscylującej pomiędzy intensywnymi czerniami i brązami, poprzez odcienie szarości, dochodzącej czasem do brudnej, błękitnawej bieli, wyłaniają się pary skrzydełek i cienkich, małych kończyn, jakby badanych pod mikroskopem, często niezwykle precyzyjnych w swym kształcie. Wszystkie zdają się być takie same, wywołując tym efekt powielenia, pomnożenia wzoru. Można to odczytać jako swego rodzaju uniwersalizm „omawianych” na obrazach ludzkich przywar, instynktów i lęków. Pojawiają się oczywiście również pojedyncze przedstawienia, takie choćby jak dość zabawny „owadzi” Syzyf czy czarny, włochaty pająk odbijający się od bladych, niemal białych prezentujących go widzowi ludzkich dłoni. Owady z obrazów Czycza ukazane są zazwyczaj w kontakcie, czy to z człowiekiem czy też przedmiotem. Twarz, której każdy fragment zasiedlony jest przez ćmy – można zastanawiać się czy na pewno kryje się za nimi jakieś oblicze – ciastko otoczone przez czerwone robaki, korespondujące jakby z intensywną barwą wieńczącej „przysmak” wisienki, inne z kolei, wyglądające jak z wystawy najlepszej cukierni, z jednym tylko wyjątkiem – zdobywane przez gromadę drobnych, czarnych insektów, żarówka czy lampa, której obecność domniemywać można tylko po ostatnich jasnych smugach przebijających jeszcze przez drobne skrzydełka zachłannych owadów lgnących łapczywie do tej pięknej dla nich śmierci. Tego rodzaju przedstawienia przywołują na myśl pracę innego twórcy, brytyjskiego artysty Damiena Hirsta, zatytułowaną One Hundred Years stanowiącą część wystawy Gambler (Gracz). Hirst podobnie jak Czycz w swoich obrazach, wykorzystał insekty do nakreślenia swego rodzaju modelu ludzkiego życia. W szklanej komorze podzielonej na dwie części umieszczono w jednej z nich gnijącą, pełną robaków głowę krowy, w drugiej natomiast Insect-O-Cutor – błękitne fluorescencyjne rurki do których lgnęły zwabione muchy parząc się i ginąc: Droga od kołyski do grobu jest w pojęciu ludzkim tak krótka, iż tytuł Sto Lat wymaga zupełnie innego spojrzenia na czas (…). Kiedy ta wizualna nieostrość zaczyna obejmować kolorowe kręgi, rzędy oznaczone nalepkami pakunków lub latające czarne punkty, życie i śmierć postrzegane są jako jedno, a co było „oscylacją” nie pozwalającą oku spocząć, nieoczekiwanie przybiera dosłowny kształt. Ale jak interpretować ów dokuczliwy tik widzenia? (2) Różnie interpretuje się prace Hirsta, nie sposób przypisać im jednego znaczenia. Podobnie Dawid Czycz nie chce nazywać konkretnych obrazów poprzez określone wady, nie chce bowiem przemawiać do widza tonem moralizatorskim narzucającym określone sensy i gotowe odpowiedzi. Dąży on raczej do zaintrygowania odbiorcy swojej sztuki, czasem strasząc go, innym razem rozbawiając, ale przede wszystkim zmuszając go do namysłu, i otwarcia się na znaczenia generowane jakby z dna własnej osobowości, stanowiące indywidualne prawdy. Z jednej strony obrazy Dawida Czycza są więc bardzo otwarte pod względem interpretacyjnym, znaczeniowym. Z drugiej natomiast – jak podkreśla sam artysta – są mocno osobiste. To, co zwraca uwagę już przy pierwszym spojrzeniu na te prace to wyzierający z nich pesymizm. Owady obrazujące ludzką bezbronność, słabość i w dużym stopniu niemożność walki z wciągającym je nurtem, posiadającym pozory wolności, w pełni oddają nastroje tragicznej opowieści o człowieku. Kuratorka wystawy – Marta Tarabuła – zestawiając Dawida Czycza z inną młoda malarką, Moniką Chlebek, nazywa tę dwójkę nowymi egzystencjalistami. W ich pracach rzeczywiście widać szczególny rodzaj refleksji nad kondycją człowieka, konsekwencjami jego wyborów, upadków, lęków, co wpisuje się wyraźnie w specyficzny nurt, którego poszukiwać można, jak czytamy: (…) przede wszystkim w widzeniu artysty wyciagającego twórcze konsekwencje z destrukcji świata zewnętrznego i samotności człowieka (…) (3) Ta samotność właśnie w społeczności, w grupie, czy w metaforycznym roju może stać się najbardziej dotkliwa. Zatapiając się w tłumie stajemy się podwójnie samotni, anonimowi, zapominamy się w jednokierunkowym ślepym pędzie, lgniemy często do czegoś co nas niszczy i zabija nasz indywidualizm. Czy to właśnie nie w tłumie jesteśmy więc najbardziej samotni? Widać w tym tragiczną prawidłowość, zdaje się bowiem, że nie ma przed tą samotnością ucieczki. Można ją sobie jedynie uświadomić, jednak: (…) egzystencjalizm zakładał, że to cierpienie świadomości staje się właśnie warunkiem prawdziwego istnienia współczesnej jednostki. (4) Malarstwo Dawida Czycza interpretować można na wiele sposobów, generuje ono bowiem nie tylko wiele różnorodnych sensów – o co zdaje się w dużym stopniu chodziło twórcy wystawy O wadach podkreślającemu specyficzną otwartość znaczeniową swoich prac – ale również przywołuje rozmaite konteksty i porównania, choćby do biblijnej szarańczy czy też dawnych mistrzów malarstwa, wspominanego nurtu egzystencjalizmu czy współczesnego artysty Damiena Hirsta. Nasuwa ona również porównania z twórczością innych młodych artystów prezentujących swoje prace w tym roku w Krakowie, takich jak wspomniana już Monika Chlebek. Co najbardziej intryguje w pracach Dawida Czycza? Koncept, atmosfera niepokoju i swego rodzaju dziwności, a z drugiej strony porozumiewawcze „mrugnięcie” w stronę widza, jakby wskazujące, że istnieje nie tylko „ciemna strona mocy”, a żarówkę zawsze można wyłączyć i poddać się urokom uwodzącego tajemnicą mroku. (1) Kama Wróbel, Mistyka nokturnu. Oświecenie – Dawid Czycz , bARTgaleria , 13.08.2009, http://www.teresa.easyisp.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=83&Itemid=53 . (2) Morgan Stuart: Damien Hirst: Efekt Motyla [w:] Z notatnika kamerdynera Sztuki. Wybór esejów i wywiadów z lat 1977 – 1995, Gdańsk 1997, s. 213. (3) Kasprzak Katarzyna: Odtwarzanie portretu człowieka po katastrofie. Egzystencjalizm a malarstwo polskie [w:] Odwilż Sztuka około 1956, Poznań 1996, s. 3 – 4. (4) Tamże, s. 9. tekst: Małgorzata Bożek foto: Ireneusz Szandała Wystawa Dawida Czycza O wadach w Galerii Zderzak w Krakowie
|




















