| Noc Muzeów nad Wisłą |
| Recenzje - Małgorzata Bożek | |||
![]() Tłumy zgromadziły się przy Sukiennicach, sznury kolejek przecięły ulicę Kanoniczą, Wawel przeżywał prawdziwe oblężenie, co można było dostrzec z drugiego brzegu Wisły, gdzie zgromadzili się licznie przybyli wielbiciele kultury i sztuki Japonii „szturmując” stojącą niemal vis-à-vis Zamku Królewskiego Mangghę, Muzeum Narodowe natomiast rozbłysło dla amatorów nocnych wrażeń feerią barw… A co działo się na Kazimierzu, nad brzegiem Wisły i w jej okolicach, w podgórskich zakamarkach i w zaułkach dawnej dzielnicy żydowskiej?
Tam Noc była szczególnie interesująca i urokliwa. Można się było przejrzeć w Wiśle, zabłądzić w barwnym lesie w stylu etno, poczuć powiew dawnych obyczajów w gęstej od wrażeń atmosferze Muzeum Etnograficznego oraz zagłębić się w świat żydowskiej tradycji i historii. Noc Muzeów stała się – niefortunnie – jedną z ostatnich okazji, aby przyjrzeć się wytworom etnodesignu, który w ramach festiwalu prezentowało między innymi Muzeum Etnograficzne. Brzeg Wisły zamienił się dzięki niemu w krainę iście bajkową. Błądząc pośród barwnych i cudownie nieregularnych w kształtach drzewek, można się było poczuć jak w legendzie o kwiecie paproci, choć noc jego poszukiwania jeszcze przed nami w tym roku. Kolorowe ławeczki – czy raczej skrzynie – zachęcały do chwili odpoczynku i kontemplacji uroku wieczornej aury. Nostalgię za dzieciństwem i ucieczkę od powagi muzealnych murów zapewniły różnego rodzaju zabawki miejskie, stanowiące nie lada atrakcję zarówno dla dużych, jak i tych mniejszych. Drogę przez tę niezwykłą krainę znaczyły okraszające bulwary kolorowe rysunki pod stopami, wielkie wiatraki zdobione różnorodnymi motywami i czekająca u bram tego baśniowego świata ogromna kolorowa włóczka z wbitymi dwoma, nieco groźnie wyglądającymi drutami, zachęcająca jakby swoim radosnym ogromem do kreatywnego spędzenia czasu, właśnie w tej wyjątkowej przestrzeni nad Wisłą. Wędrówkę przez tę etno-krainę zakończyć można było kierując się w stronę Centrum bądź też zawracając na pobliski Kazimierz. Wybrałam drugą opcję. Podążyłam w kierunku Placu Wolnica i Muzeum Etnograficznego zaspokoić swoje łakomstwo designu. Tu czekały dalsze atrakcje Etnofestiwalu. Wygodne leżaki z niecodziennych elementów – znanych z ulic miast biało-czerwonych pasiastych słupków i surowego płótna – kolorowe, wielokształtne skrzynie i również coś z dziedziny mody – dwie przepiękne sukienki inspirowane motywami etnicznymi, a przy tym niezwykle nowoczesne. Zapadający już zmrok skłaniał do odkrywania bogactwa wnętrz MEK-u. Przestępując jego próg i kierując się ku najbliższej ekspozycji trafiało się w świat o charakterze przesiąkniętym orientalnym blaskiem i magią - tajemnymi znaczeniami liczb, przedmiotów, ich przeznaczenia oraz historii (Islam. Orientacja. Ornament). Następnie można było podążyć szlakiem starych izb, pachnących przeszłością i drewnem. W każdym z pomieszczeń czekała osoba, która dzieliła się ze zwiedzającymi swoją wiedzą przybliżając tym samym dawne obrzędy, obyczaje, ale przede wszystkim rytuały codzienności. Na wyższych piętrach również rozbrzmiewały opowieści z dawnych lat - prócz wielu eksponatów kontynuujących swoją obecnością historie dawnych tradycji i codziennych prac, prezentowane były skrzynie – piękne, bogato zdobione, pamiętające jeszcze biel koszul i zapach chowanych w nich tkanin, ciężar prywatnych skarbów oraz losu, który zabierała ze sobą w wianie panna młoda. Do jednej z nich można było wrzucić słowo, myśl, marzenie, nawet uśmiech – coś , co chcielibyśmy złożyć na dnie czasu. Dom Esterski, dawne włości królewskiej kochanki, dawały możliwość wstąpienia w dwie różne przestrzenie, dwa różne światy. Pierwszy pozwalał ujrzeć skrawek nieba oczyma Doroty Lampart – malarki i postaci niemal legendarnej. Drugi poprzez fotograficzne portrety mieszkańców Wysp Triobranda prowadził od Jeremy’ego Millera do Witkacego i jego antropologicznych kontekstów. Zwiedzając nocny Kazimierz nie sposób ominąć Starej Synagogi na ul. Szerokiej. W ramach Nocy Muzeów można było w tym miejscu obejrzeć nie tylko stałą ekspozycję ukazującą specyfikę żydowskiej religii oraz obyczajów, ale również niezwykłe, pełne tajemnych znaczeń księgi (wystawa Filary judaizmu – Biblia hebrajska, Talmud, literatura rabiniczna). Po synagodze przechadzały się też biblijne postaci, spotkać można było między innymi Adama i Ewę, Mojżesza, a nawet Rajskie Drzewo, które na ten jeden wieczór wystąpiło z kart Biblii. To właśnie najbardziej przyciągnęło uwagę przybyłych na Noc Muzeów zwiedzających – żywe sceny biblijne w wykonaniu młodych aktorów. Od gwaru Nocy Muzeów i zatłoczonego w piątkowy wieczór Kazimierza odpocząć można było w usytuowanym nieco na uboczu Żydowskim Muzeum Galicja. Tu pośród wieczornej ciszy można było podążyć śladami przeszłości, odkryć żydowskie dziedzictwo rozrzucone w przeróżnych zakątkach wschodniej Polski, zatrzymać się nad czasem minionym, nad minionym światem, w pewien sposób bezpowrotnie utraconym. Muzeum Galicja to jednak również teraźniejszość, współczesna sztuka i kultura żydowska, a więc również architektura Izraela. Ukazuje to wystawa Fragmenty: styl międzynarodowy w architekturze Tel Avivu – fotografie Yigala Gawze, pełne niezwykłych kolorów i wyjątkowych realizacji architektonicznych. Noc Muzeów bliżej Wisły to nie tylko wymienione powyżej miejsca, to również wiele rozsypanych po całym Kazimierzu i Podgórzu galerii, centrów kultury, muzeów - takich choćby jak MHK Apteka pod Orłem i MHK Fabryka Oskara Schindlera, Muzeum Inżynierii Miejskiej czy Dom Kultury Podgórza. Warto odwiedzać je nie tylko podczas Nocy Muzeów, niech ten wyjątkowy wieczór stanie się zachętą i inspiracją do tego, aby w inne dni roku zajrzeć do tych niezwykłych miejsc. tekst i foto: Małgorzata Bożek
|




















