| Miś nie jak z obrazka. Ewa Juszkiewicz w Otwartej |
| Recenzje - Małgorzata Bożek | |||
![]() Co można dostrzec w twarzy, spojrzeniu, grymasie? Portret może być wielowymiarowy, złożony, ale też nienaturalnie płaski. Tyle, że w naszych czasach trudno określić granice pojęcia naturalność. Otacza nas nieustająca tendencja do poprawiania, wygładzania, „upiększania” – siebie samych i tego, co jest wokół. Ewa Juszkiewicz spogląda w odwrotnym kierunku, karząc widzowi zmierzyć się z monstrualną stroną rzeczy – z tajemnicą wielowymiarowości ludzkiej twarzy, jej malarskiego zapisu. Jak to się dzieje pyta Agnisia, że na obrazie widzimy misia. Tytuł wystawy intryguje. Artystka tłumaczy: został zaczerpnięty z animacji stworzonej dla dzieci, prezentującej proces powstawania pracy malarskiej. Nawet bez znajomości jego pochodzenia nakierowuje od razu na skojarzenia ze swego rodzaju dziecięcością i niewinnością. Jego przewrotność dostrzegalna jest już w pierwszej chwili spotkania z malarstwem prezentowanym w Otwartej Pracowni. Bohaterami portretów Ewy Juszkiewicz rzeczywiście zdają się być dzieci. Tym co budzi zaniepokojenie, poczucie dualizmu, czy raczej wielowymiarowości, są ich twarze. Przerażające, zdeformowane czasem zaskakująco dorosłe. Uderzają swoją niejednoznacznością. Twarze nieco rozmazane, nieostre, a jednak bogate w ledwo dostrzegalne szczegóły – z każdym momentem zgłębiania ich struktury stają się bardziej przerażające. Inne – wyraziste zarówno w zakresie barwy i zarysu, niepokojące wieloznacznością, osadzone w ciele małej dziewczynki czy chłopca – nie pozwalają oderwać raz przywołanego spojrzenia. Ewa Juszkiewicz polemizuje z tradycyjnym pojmowaniem portretu. Jej „infantki” i grzeczne uczennice mają przerażająco mroczne twarze, które zmieniają ich zdawać by się mogło zwyczajne dziewczęce sylwetki w potworne, dualistyczne konstrukcje. Odkrywają tym samym fałsz wszechobecnych we współczesnym świecie „ideałów”. Ukazuję złożoną naturę czająca się w każdym człowieku. Dzięki zerwaniu masek, wyolbrzymieniu pewnych cech ludzkich, ich przerysowaniu, nawet zezwierzęceniu, Ewa Juszkiewicz zagląda w głąb konstrukcji jaką jest człowiek. Pojawia się pytanie: co czai się za dorobioną przez społeczeństwo wygładzoną i mdłą maską. Tak więc, jak to się dzieje pyta Agnisia, że na obrazie widzimy misia? No jak? – zdaje się drążyć malarka. Tyle, że miś nie jest już taki ładny… Wizerunki tworzone przez Ewę Juszkiewicz niepokoją, są jak boląca drobna rana, którą mimowolnie dotykamy i nie możemy przestać. Trochę straszą, przerażają, ale też prowokują do pytań o własne maski, nadawane przez kulturę i czas, wciskane bez wyjątku na twarze kobiet i mężczyzn. Artystka prezentuje twarze groteskowe, brzydkie, czasem fantastyczne, jak z horroru. Bada pojęcia takie, jak piękno i brzydota, ich wzajemne granice - subiektywne, poprzecinane, zmienne. Z drugiej strony Juszkiewicz zdaje się mówić „nie ma granic!”. Jesteśmy my – nasze „gęby” i grymasy – a pod powierzchnią człowiek. Śmieszny i straszny, okrutny i niezwykły, wplątany w dyskursy i czasy, jak one zmienny…Dlatego twarz, ten nośnik tożsamości, jest tak samo zmienna. Czasem przeraża, czasem śmieszy, kiedy indziej po prostu jest, i podobnie jak twórczość Ewy Juszkiewicz – niezwykle wciąga. tekst i foto: Małgorzata Bożek Ewa Juszkiewicz w Otwartej Pracowni Jak to się dzieje, pyta Agnisia, że na obrazie widzimy misia Wernisaż wystawy w czwartek 3 marca 2011 godz 19 Wystawa trwa do 1 kwietnia 2011 Więcej o wystawie tutaj Profil artystyczny Ewy Juszkiewicz na Poland-Art
|




















