| Zaklęcie działa. Ziemowit Kmieć w Galerii Zderzak |
| Recenzje - Małgorzata Bożek | |||
![]() LOH - Koh - moh – tor. Ziemowit Kmieć zaklina przestrzeń zapisując ją swoim malarskim kodem. Wypełniona fragmentami – ciał, przedmiotów, przeczuć – mglista i efemeryczna opowiada o czasie, jego wymiarach, doświadczaniu. Już nie pędzel, ale różdżka wprowadza widzów w pejzaże odczuwania artysty, który jest demiurgiem tworzącym nieoczywistość. Wprowadza widza w swoje rozważania o różnych wymiarach rzeczywistości, którą portretuje, zatrzymuje, stwarza. Pierwsza indywidualna wystawa Ziemowita Kmiecia w Zderzaku prezentuje zbiór prac malarskich, jak również usytuowanych w kameralnej przestrzeni galerii realizacji w formie instalacji i kolażu. Różno formatowe obrazy, czasem wręcz miniatury, rozpięte są pomiędzy bielą a czernią, niektóre doprawione tylko odbijającymi lekko od bieli odcieniami beżu czy błękitu. Subtelność barw w pracach artysty zestawiona jest z nietypowym kolorem ścian zaaranżowanych na tę okoliczność w Galerii Zderzak, które jako tło – w kolorze amarantu, grafitu czy też soczystej żółci – intensyfikują delikatność, czy nawet mglistość płócien Kmiecia. Oszczędne pod względem kolorystyki, spośród której jak wyjątek potwierdzający regułę przebijają wyraziste zielone punkty oznaczające swoistym kodem wpisane w kolaże fragmenty ciał – w wielu przypadkach nie posiadają również wyraźnej linii konturów obrysowującej ich kształt. Fotograficzne wizerunki pokawałkowanych przez twórcę ciał zestawione są z motywami roślinnymi czy nawet zwierzęcymi oraz ze zgeometryzowanymi formami, które jednak nie wpisują się ostro zaznaczoną kreską w przestrzeń płótna, a poprzeplatane przetarciami, lukami, jakby nonszalancko wymazane z dotykalnej rzeczywistości, umykają jej. Odrealnione w pewnym stopniu obrazy, stają się przez to nieuchwytne. Nie sposób zatrzymać ich, poczuć – można tylko prześliznąć się po ich powierzchni, próbować wniknąć pomiędzy zatarte linie kresek, mgliste przestrzenie pustki, aby zaraz poczuć ich zmienność, ulotność. Złagodzona geometryczna ostrość, a obok niej kolistość i miękkość sprawiają, że obrazy są jak ciała na nich przedstawione – niekompletne, tajemnicze, ale silnie odczuwalne. Podobnie jest z obiektami. Zastygłe, unieruchomione, wyrwane są z bezlitosnego ruchu świata. To pędzel zatrzymany w procesie tworzenia, czy zegar, zalany farbą, zmuszony do bezczasowości, trochę przerażający, przez świadomość nieuchronności czasu. Ziemowit Kmieć porusza się pomiędzy dotykiem a przeczuciem. Ciała – zmysłowe, nagie, tajemnicze – prowadzą ku granicy. Tę granicę stanowi ich zderzenie z abstrakcyjną figurą, przedmiotem odrealnionym, zapadającym się w przestrzeń. Opowieść która rodzi się z tego zetknięcia jest historią bez początku i końca, jest ciągłym poszukiwaniem relacji między tym, co można dotknąć, poczuć pod palcami, posmakować, a tym, co umyka skórze i spojrzeniu. Sensualność, przeczucie, czas – trudno uchwycić ich spotkanie, choć niektórym się to udaje. Ziemowit Kmieć poprzez swoje „LOH - Koh - moh – tor” przenosi nie tylko przedmioty, ale i widzów – do świata niezwykłego, efemerycznego, ale silnie odczuwalnego. Prace urzekają subtelnością i siłą wyrazu. Zaklęcie działa. tekst/foto: Małgorzata Bożek Lokomotor - zaklęcie, które służy do przenoszenia obiektów. Ziemowit Kmieć LOH-Koh-moh-tor Galeria Zderzak w Krakowie Wystawa trwa do 9 lipca 2011
|




















