| Opowieści niesamowite. Replikantki 4 w katowickim BWA |
| Recenzje - Zuzanna Sokołowska | |||
![]() Ostatnia już odsłona cyklu „Replikantki” w katowickim BWA tym razem porusza zagadnienia języka przełożonego na tajemnicze opowieści z dzieciństwa i szybkie, niedokończone notatki, zachęcając widza do udziału w wędrówce, w której znienacka pojawia się kuszący zapach i nieprzypadkowo rozrzucony węgiel. Nie dajcie się zwieść – uśpiona czujność może spowodować bliskie spotkanie z leśnym potworem i demoniczną „ślicz-notką”, kuszącą niewinnym smakiem słodkiego miodu. Instalacja zapachowa Justyny Gruszczyk oscyluje wokół nadprzyrodzonej istoty z polskiego folkloru, określanego na Śląsku mianem beboka. Artystce jawił się on jako włochaty potwór zjadający niegrzeczne dzieci, czyhający w leśnych zagajnikach. Innymi imionami tego stwora są: bobok, babok czy też bobo (Słowiańszczyzna). Występował on również w innych regionach świata - angielski bogeyman, rumuński bau-bau czy irański lulu, straszyły rozkapryszone dzieciaki z szafy, łóżka, piwnicy czy też zza zielonej mgły, zsyłając na nie trudne do zdrapania brodawki. Bohdan Baranowski w swojej książce „W kręgu upiorów i wilkołaków” cytuje bebokowe, krótkie kołysanki śpiewane polskim dzieciom: „Dodo moje, dodo, ścigało mnie bobo, ręce, nogi miało, ukochać mnie chciało” czy „Nie bójmy się boba, bo bobo malutkie, zbijemy go oba”. (1) Psychologowie dziecięcy postać beboka lub innych straszliwych potworów traktują jako pewnego rodzaju metodę wychowawczą, która miała oddziaływać na świadomość malucha, przywracając go do właściwego porządku. Nic nie daje większego pola wyobraźni jak strach, także ten wyimaginowany. Gruszczyk buduje narrację swojej pracy umieszczając słodki, niemalże zmysłowy zapach w ciemnej przestrzeni. Z początku zdezorientowany i lekko niepewny widz zaczyna wdychać przyjemną woń, przywodzącą na myśl subtelny aromat malinowego soku wymieszanego z leśnym, letnim powietrzem. Ta magiczna mieszanka obezwładnia, przywołuje wspomnienie wakacji, dziecięcej beztroski i wygłupów, samotnych wędrówek oraz chwilowych ucieczek od pilnujących rodziców w miejsca, które dostępne są tylko naszej pamięci. Obrazy pojawiające się w umyśle bywają znacznie ciekawsze od wizualnych wrażeń. Ciemność w tej dziwnej przestrzeni przestaje przeszkadzać, jest nawet wskazana, nie rozprasza uwagi. Jednakże ten strumień wspomnień może zostać bardzo szybko przerwany niespodziewanym atakiem włochatego potwora, gdyż niczego nieświadomy widz wtargnął na jego terytorium. Gruszczyk opowiadając o swojej pracy zauważa, że współczesne dzieci nie wierzą już w tajemnicze stwory, unicestwiając je stwierdzeniem, że po prostu nie istnieją. Instalacja ta staje się według artystki hołdem dla beboka, dla którego nie ma już dzisiaj miejsca, ale pozostaje w pamięci dorosłych. Bianka Rolando w swojej pracy „Ślicz-notka” umieszcza zdawkowe napisy na ścianie galerii, które wydają się być przerwaną interwencją. Napis informujący niezidentyfikowaną Emilkę, że „tak się właśnie zabija i tak to wygląda”, prowokuje chęć poszukiwania w stercie rozrzuconego węgla jakiś tropów lub ukrytych zwłok. Nie widomo, czy zostało popełnione morderstwo czy językowa interpretacja tego zdania spłatała widzowi figla. Jednocześnie jego oczom ukazują się gipsowe instalacje wypełnione miodem, przypominające swoją formą kościelne aspersorium na wodę święconą. Całość staje się zaproszeniem do świątyni, w której demoniczna bogini „Ślicz-notka”, o wielkich zmysłowych ustach ociekających słodkim, lepkim miodem, snuje szeptem historie nie do opowiedzenia, oszczędne w słowach, wymykające się semantycznym kwalifikacjom. Praca Rolando składająca się z pozornie nieprzystających do siebie elementów, pozostawia wielkie pole dla wyobraźni, nakładającej coraz to nowsze interpretacje. Język zaczyna pośpiesznie pracować, nie dając odpowiedzi na zadane pytania – w dalszym ciągu pozostają ukryte wszelkie znaczenia. Ostatnia odsłona „Replikantek” to powolne snucie legend dla dorosłych, odzwyczajonych od dziecięcej wrażliwości, poprzez którą można interpretować świat – wszystko staje się nagle racjonalne, powierzchowne, naskórkowe. Artystki tymczasem odrywają kolejne warstwy, zachęcając do podróży w której nie chodzi tylko i wyłącznie o poznanie nowych terytoriów, lecz także o inne spojrzenie, poddające się bezwolnie wyobraźni, która na co dzień zostaje zepchnięta w pielesze zwykłego, pozbawionego słodkiego smaku życia. (1) www.bebok.pl tekst: Zuzanna Sokołowska Zdjęcia dzięki uprzejmości Galerii Sztuki Współczesnej BWA w Katowicach Replikantki. Język do lizania. Justyna Gruszczyk i Bianka Rolando Więcej o wystawie tutaj Galeria Sztuki Współczesnej BWA w Katowicach, 16.12.2010-16.01.2011 Kuratorka: Marta Lisok
|




















