| Symfonia wielkiego miasta. Nowy Jork w obiektywie Andreasa Feiningera |
| Recenzje - Gabriela Kaszycka | |||
![]() Rozdział pierwszy. Uwielbiał Nowy Jork, ubóstwiał ponad wszelką miarę. Nie, lepiej tak: wyidealizował go ponad miarę. Dla niego, bez względu na porę roku, to miasto mieniło się bielą i czernią i pulsowało rytmem wspaniałych utworów George’a Gershwina... Słyszymy głos głównego bohatera, widzimy czarno-białe ujęcia nowojorskiego pejzażu, w tle rozbrzmiewa Rhapsody In Blue. Tak rozpoczyna się Manhattan Woody’ego Allena. Jeden z najpiękniejszych filmowych portretów Nowego Jorku. Bohater szuka określeń, które najlepiej oddawałyby charakter tego miasta. Nie może mu się to udać. Pełen sprzeczności Nowy Jork jest zbyt różnorodny, zbyt wielokulturowy, aby jego opis można było zamknąć w kilku słowach. Wiedział już o tym dobrze ANDREAS FEININGER, który w latach 40-tych stworzył fotograficzną opowieść o metropolii. Ukazał miasto o nieskończonych możliwościach, pulsujące niewyczerpaną energią, wiecznie niespokojne, będące w nieustannym ruchu i ciągłej zmienności. Nowy Jork może onieśmielać i przytłaczać, ale dla fotografa stanowił przede wszystkim źródło nieustającej fascynacji. Wystawę w Międzynarodowym Centrum Kultury otwierają autoportrety Feiningera. Na jednym z nich fotograf patrzy przez szkło powiększające. To symboliczne ujęcie daje nam wyobrażenie, co artysta najbardziej cenił w fotografii i jak kształtowała się filozofia jego pracy. Początkiem każdego zdjęcia była u niego ciekawość: głębokie, osobiste zainteresowanie treścią każdego wykonywanego obrazu. Bez tego podstawowego elementu żadna z jego prac nie zyskałaby tak oryginalnego i rozpoznawalnego charakteru. Swoje zafascynowanie danym tematem starał się przenieść na odbiorców − inspirując ich i pobudzając do refleksji. Fotografia była dla niego przede wszystkim wydobywaniem szczegółów z zabałaganionej rzeczywistości − akcentowaniem detali istotnych dla widzów. Starannie analizował wszystkie elementy rozplanowania graficznego: światło, perspektywę, ruch, tło, kontrast. Dzięki tej wnikliwej obserwacji, prawda i klarowność przekazu zawsze były − jak sam twierdził − głównymi cechami wszystkich jego fotografii. Andreas Feininger przybył do Nowego Jorku w 1939 roku. Wcześniej mieszkał w najpiękniejszych miastach Europy − w Paryżu i w Sztokholmie. Pracował tam jako architekt i fotograf. Był zatrudniony u wybitnego Le Corbusiera, który wyostrzył jego spojrzenie, szczególnie na perspektywę, czystość formy i właściwe proporcje. W Szwecji natomiast Feininger stał się jednym z najbardziej popularnych fotografików architektury. Przyjeżdżając do USA miał doskonały warsztat oraz świeże, otwarte spojrzenie przybysza zza oceanu, który dopiero musiał odkryć “swój” Nowy Jork. Odnaleźć się w zupełnie nowej i nieznanej przestrzeni, tak różnej od tej, którą dotąd fotografował. Zanim Feininger trafił do prestiżowego magazynu “Life” − wówczas najlepszego w dziedzinie reportaży zdjęciowych − początkowo był zatrudniony w jednej z agencji, jako fotograf “do wszystkiego”: wypadków, gwiazd filmowych, bezdomnych, pokazów mody, zebrań politycznych. Mimo że praca była wyczerpująca i wymagała od niego dyspozycyjności 24 godziny na dobę, to stanowiła możliwość nieustannego rozwoju, nauki i zdobywania jakże cennego doświadczenia. To właśnie wtedy, niejako przy okazji, powstawały nowojorskie fotografie dokumentujące nie tylko wyjątkową architekturę metropolii, ale też życie jej mieszkańców, ukazując dyskretne piękno codzienności. Mimo że zjeździł jako fotoreporter niemal całą Amerykę Północną, jednak to właśnie “Wielkie Jabłko” na zawsze pozostało największą fotograficzną fascynacją Feiningera. Tym, co szczególnie przyciągało jego uwagę, były kontrasty. W NYC odnalazł z jednej strony elegancję i oszałamiający monumentalizm architektury, z drugiej − ubogie, brudne dzielnice. Zarejestrował zarówno nieustający pośpiech, chaos, tętniące życiem ulice, jak również spokój Central Parku, gdzie mieszkańcy znajdują chwile wytchnienia. Nawet jeśli nie jesteśmy tego świadomi, to fotografie Feiningera w bardzo dużym stopniu zadecydowały o naszym obrazowym myśleniu o Nowym Jorku. Wieżowce otulone przez mgły i dymy czy Manhattan zasnuty kłębiącymi się chmurami to ujęcia wielokrotnie powielane, a przez to na stałe już wpisane w pocztówkowy wizerunek NYC. Feininger nocą i dniem włóczył się z aparatem po ulicach, nadbrzeżach i mostach. Wsłuchiwał się w rytm miasta, fotografując wszystko, co wydawało mu się charakterystyczne, interesujące lub po prostu piękne. W swoich zdjęciach potrafił połączyć rzetelną rejestrację z estetycznym wyrafinowaniem. Obserwujemy u niego przede wszystkim dbałość o kompozycję, której naczelną zasadą była prostota oraz umiejętność dostrzegania zależności między człowiekiem, a przestrzenią. Z każdego fotografowanego obiektu potrafił wydobyć jego istotę. Znaleźć w otoczeniu elementy dopełniające, dzięki którym wybrzmiewał on z jeszcze większą siłą. W zdjęciach architektury zwraca uwagę graficzność ujęć. W różnorodnym miejskim krajobrazie Feininger odnajdywał uporządkowany układ form i geometrycznych kształtów − widział rytm i powtarzalność pewnych struktur. Natomiast gra świateł i cieni uzupełniała całość, tworząc pełną wizualnej dynamiki przestrzeń. Jednak Nowy Jork to nie tylko wieżowce, mosty, porty, schody przeciwpożarowe, zbiorniki na wodę, cmentarze, ulice wypełnione reklamami. To także wielonarodowy tygiel, gdzie każdy znajdzie własne miejsce. Feininger stworzył serię zdjęć, na których uchwycił cały wachlarz kulturowy, stanowiący szczególną wartość i najbardziej charakterystyczną cechę tej metropolii. Pokazał Nowojorczyków − pochodzących z najdalszych zakątków świata − zapracowanych, znajdujących chwilę odpoczynku w parku, stłoczonych w tłumie, pogrążonych w rozmowie czy spieszących się na prom. W każdej jego fotografii, nieważne czy skupionej na ludziach czy na przestrzeni, miasto pulsuje niewyczerpaną siłą. Szeroki wybór zdjęć zaprezentowany w MCK jest niepowtarzalną okazją, aby odkryć twórczość jednego z najwybitniejszych fotografików na świecie. Dla tych, którzy jej nie znają, a interesują się fotografią, będzie to spotkanie niezwykle inspirujące. Miłośnicy Nowego Jorku na pewno też nie będą zawiedzeni. A dla największych wielbicieli Feiningera czeka coś specjalnego: dwa aparaty mistrza, którymi posługiwał się podczas swoich fotograficznych wędrówek. Warto również wspomnieć o bogatym programie wydarzeń towarzyszących, które będą się odbywać do końca sierpnia. tekst i foto: Gabriela Kaszycka Międzynarodowe Centrum Kultury Wystawa fotografii 3 lipca − 29 sierpnia 2010 Andreas Feininger. Nowy Jork, lata czterdzieste
|














