
Muzeum Etnograficzne w Krakowie Wywiad z Dorotą Gruszką, kuratorką wystawy Oswajanie Jerozolimy. Fotografie 1857–1900. Na wystawę warto nie tylko przyjść, ale warto na nią wracać. To jest wystawa, która otwiera tysiąc możliwości interpretacyjnych. Zdjęcia kryją w sobie mnóstwo zagadek, wątków, które można po kolei odkrywać.
Co najbardziej fascynuje Panią w Jerozolimie?
Bardzo lubię miasta, które są wielokulturowe. Brakuje mi tego w Polsce − tej różnorodności. Dla mnie Jerozolima jest taką esencją miasta, w którym znajdziemy właściwie wszystko. Wielokulturowość, trzy największe religie monoteistyczne, ortodoksyjnie religijnych wyznawców Judaizmu z jednej strony, a jednocześnie młodych, liberalnych Izraelczyków z drugiej. W tym wszystkim piękne krajobrazy i architekturę. To miejsce, które jest historycznie nacechowane, jak żadne inne. Miasto, w którym toczy się do tej pory historia ludzkości. Pojechać tam, to jakby wybrać się w podróż w czasie. To mnie najbardziej fascynuje − Jerozolima jako miasto - początek.
Jakie oblicze Jerozolimy prezentują zdjęcia zgromadzone na wystawie i czym różni się ono od wizerunku współczesnego miasta? Spotkałam się z określeniem “Jerozolima odnaleziona” - co ono oznacza?
Powiedzenie “Jerozolima odnaleziona”, które znam z artykułu pani Niemczyńskiej, użyte zostało w dwóch znaczeniach. Po pierwsze, zdjęcia, które prezentujemy na wystawie zostały niejako odnalezione przez Janusza Makucha, dyrektora Festiwalu Kultury Żydowskiej, w antykwariacie jerozolimskim. Drugie znaczenie może być bardziej metaforyczne. Jerozolima przedstawiona na fotografiach jest miejscem nieistniejącym, którego współcześnie tak naprawdę już nie zobaczymy. Miasto zmieniło się diametralnie od momentu, w którym wykonane były zdjęcia. Na własny użytek ukułam określenie, że to, co widzimy na tych obrazach jest jego szkieletem. To Jerozolima ukryta, do której − dzięki zdjęciom − możemy dotrzeć. A czym różni się wizerunek współczesnego miasta od tego na zdjęciach? Odpowiem, że wszystkim. Znamy Jerozolimę pocztówkową, z folderów, która jest przede wszystkim kolorowa, bardzo wymuskana, pełna zgiełku, chaosu oraz wypełniona życiem. Natomiast fotografie prezentowane na wystawie, pokazują nam zupełnie inne jej oblicze. Zacznijmy chociażby od tego, że są one wykonane w sepii. Rzeczywistych kolorów musimy się domyślać. Ponadto widzimy Jerozolimę pustą − nie ma tutaj prawie w ogóle ludzi. Najważniejsze są budynki, pejzaże, kamienie, a więc cała tkanka, z której miasto zostało zbudowane.
Co uważa Pani za największą wartość prezentowanych zdjęć? Czy jest to jedynie wartość historyczna, dokumentalna, świadectwo rozwoju fotografii?
Na pewno wartość dokumentalna jest olbrzymia. Fotografom udało się uchwycić moment bardzo specjalny w życiu Jerozolimy. W tamtym okresie z małego, prowincjonalnego miasteczka zaczęła się rozwijać w metropolię. Jeżeli do tej pory miała znaczenie głównie religijne, to teraz coraz bardziej liczyła się politycznie. Dla historii fotografii również jest to ważny moment. Fotografia była wtedy czymś bardzo autentycznym. Nie było jeszcze takich kolorowanek, wystudiowanych i przesadzonych kadrów. Zamiast tego − bardziej surowe i prawdziwe zdjęcia. A czy jest coś jeszcze poza wartością dokumentalną? Na pewno tak. Te fotografie są rzeczywiście poruszające. Dają widzowie bardzo duże pole do interpretacji. Stanowią swego rodzaju materię, którą można wypełnić własną treścią. Spotykam się z bardzo różnymi opiniami widzów. Dla niektórych zdjęcia układają się w przypowieść. Inni mówią, że zaczynają myśleć zupełnie odmiennymi obrazami. Są tacy, którzy w Jerozolimie byli i tacy, którzy jeszcze nie mieli okazji. Jednak zawsze to, co widzą na wystawie różni się od tego, co wcześniej myśleli na temat miasta. Te zdjęcia pozwalają stworzyć napięcie. Rodzi się dialog między naszym wyobrażeniem lub pamięcią, a tym co zaprezentował nam fotograf.
Zdjęcia są puste, nie ma na nich prawie w ogóle ludzi. Jakie jest symboliczne znaczenie takich kompozycji?
Myślę, że każdy sam musi znaleźć swój symbol. Nie chciałabym dawać interpretacji. Wystawę zaczęliśmy od cytatu Marcela Jousse’a z “Antropologii gestu”: “interpretacja sprawia, że nieustannie żyje źródło”. Uważam ponadto, że nie istnieje jedna prawdziwa interpretacja dla naszej wystawy, dlatego pozostawiam pole widzom.
W czym tkwi największa siła prezentowanych zdjęć?
W obrazie Jerozolimy, który tak diametralnie różni się od tego, co widzimy dziś. Nie chciałabym nazywać tego szokiem, może to jest za mocno słowo, jednak zdumienie w jakie wprawiają te zdjęcia − zwłaszcza tych, którzy byli w Jerozolimie i dobrze ją znają − jest nie do przecenienia.
Jaki był klucz kompozycyjny całej wystawy? Na jakiej zasadzie dobierane były zdjęcia i cytaty im towarzyszące?
Należy pamiętać, że wybór fotografii został dokonany z olbrzymiego zbioru. Do Krakowa przyjechało prawie 150 fotografii, z których wybraliśmy 27. Była to bardzo trudna praca, ponieważ − jak zawsze w takich sytuacjach − chcieliśmy pokazać wszystko. Każde z tych zdjęć ma tak niesamowitą siłę, że powieszone w takiej masie, w jednej przestrzeni straciłyby siłę oddziaływania. Byłoby ich po prostu za dużo. Dlatego podstawowa myśl była taka, aby pozwolić widzowi przeżyć każde zdjęcie. Prosta zasada, żeby mniej oznaczało w tym przypadku więcej. Nad wystawą pracowało kilka osób o bardzo różnej wrażliwości. W zespole autorów są osoby, które więcej swojej pracy wiąże ze słowem, jak i takich, które pracują z obrazem. Kompozycja leżała po stronie fotografa Andrzeja Kramarza i artystki Ani Mokrzyckiej. Wybór cytatów był bardzo subiektywny. Na spotkania każdy z nas przynosił swoje teksty, które rezonowały z tym, co widział na wybranych zdjęciach. Po wielu dyskusjach powstała ścieżka tekstów, która mówi przede wszystkim o interpretacji. Cytaty są w pewien sposób niezależne od zdjęć. Na pewno naszym zamierzeniem nie było podpisywanie nimi fotografii.
Jerozolima jako mit, symbol − w jaki sposób funkcjonuje to w powszechnej opinii? Co to znaczy Jerozolima realna i wyobrażona?
Zacznę od miasta mitu. Jerozolima, może obok Paryża i Nowego Jorku, jest jednym z tych nielicznych miast rozpoznawalnych pod każdą szerokością geograficzną. Samo hasło: Jerozolima, sprawia, że w naszej głowie pojawia się obraz. Jaki on jest, zależy od tego czy tam byliśmy, czy znamy miasto jedynie z opowiadań, książek czy muzyki. Właściwie każda ze sztuk wzięła sobie Jerozolimę na warsztat. Samo zaś określenie Jerozolima realna i wyobrażona wzięło się z biblijnego podziału na Jerozolimę ziemską i niebiańską − istniejącą tutaj, realnie oraz będącą jej idealnym odbiciem. Pojęcie “wyobrażona” powstało, kiedy zaczynaliśmy rozmawiać o Jerozolimie jako mieście, ale nie tym ze zdjęć. Okazało się, że każdy ma inny jej obraz. Dlatego chcieliśmy zderzyć to, co na fotografiach, z tym, co każdy z nas nosi pod powiekami. Rodzi się ponadto pytanie czy Jerozolima na zdjęciach jest tak naprawdę realna? Czy pozostaje zawieszona gdzieś pomiędzy? Oczywiście każdy musi sam odpowiedzieć sobie na te pytania.
Jaki w takim razie obraz Jerozolimy nosiła Pani w sobie, zanim spotkała się z tymi zdjęciami?
Dla mnie Jerozolima była przede wszystkim miastem złotym, pełnym życia, w którym dominuje tłum, mnóstwo, bardzo różnorodnych ludzi; gdzie, idąc ulicą trzeba się przeciskać i walczyć o swoje miejsce. Jednocześnie to dla mnie miejsce bardzo symboliczne, ze względu na to, że nigdy tam nie byłam. Dlatego podróż do Jerozolimy poprzez zdjęcia, pozwoliła mi ją odkryć dla siebie zupełnie na nowo.
Co najbardziej Panią poruszyło, zaskoczyło w tych zdjęciach?
Podczas pracy nad wystawą najbardziej zdumiewało każdego z nas, że im dłużej patrzyliśmy na zdjęcia, tym więcej widzieliśmy. Pytałam jednego z autorów wystawy czy dostrzegł daną osobę na fotografii. Odpowiadał, że tak oczywiście. Po chwili to on wskazywał na jakieś zdobienia, które dla mnie od zawsze tam były. Każdy z nas zwracał uwagę na coś innego. Do tej pory, kiedy idę jeszcze raz obejrzeć zdjęcia, nagle odkrywam na nich coś nowego.
Na wystawie możemy również obejrzeć film: rozmowę z właścicielem antykwariatu, z którego pochodzą zdjęcia, Abrahamem Madeiskerem. W fascynujący sposób opowiada, jak powstawały pierwsze fotografie Jerozolimy. “Móc dotknąć oryginalnego zdjęcia z tamtych czasów to magia” − podsumowuje. W zestawieniu ze współczesną techniką, proces wydobywania obrazu ze szklanej płyty faktycznie ma coś z magii. Jaka jest Pani opinia na ten temat?
Opowieść Abrahama uświadamia nam, że nie zawsze było tak łatwo. Nie zawsze stawaliśmy gdziekolwiek z telefonem. Kiedyś, aby zrobić zdjęcie, trzeba było zorganizować całą wyprawę. Historia o osiołkach, na których wożono szklane płytki, następnie proces wywoływania zdjęć uruchamia wyobraźnię i pokazuje, że wtedy rzeczywiście miało to coś wspólnego z alchemią, z magią. W niepokazywanym fragmencie rozmowy Abraham mówił, że wtedy fotografowanie było jak narodziny dziecka. Świat, który nagle powstawał na papierze z niczego, z mieszaniny jakichś chemikaliów, białka kurzego jaja i światła słonecznego − to musiało być niesamowite uczucie, zwłaszcza na początku. Współczesna technika jednak wiele rzeczy nam odebrała.
Podobno zdjęcia zaprezentowane na wystawie zostały odnalezione przypadkiem − wyszperał je Janusz Makuch (dyrektor Festiwalu Kultury Żydowskiej), zachodząc do antykwariatu Abrahama Madeiskera. Czy to prawda? Jakie były początki wystawy?
To wszystko prawda. Jednak do antykwariatu Janusz Makuch wszedł nieprzypadkowo. Był on mu już dobrze znany. Ponieważ jest wielkim miłośnikiem Jerozolimy, od wielu lat kupował tam książki jej dotyczące. Z pomysłem pokazania Jerozolimy w Krakowie nosił się już od lat. Podzielił się tym marzeniem z Abrahamem, który wyciągnął, prawie że spod lady wielką tekę ze zdjęciami. Janusz oniemiał − zobaczył miasto, którego wcześniej nie widział. A zna je, jak własną kieszeń, gdyż jeździ tam od lat, kilka razy w roku. Praca nad wystawą trwała ponad rok, dlatego wernisaż odbył się dopiero w ramach XX-ego Festiwalu Kultury Żydowskiej.
Warto zatem wybrać się do Muzeum Etnograficznego?
Na wystawę warto nie tylko przyjść, ale warto na nią wracać. To jest wystawa, która otwiera tysiąc możliwości interpretacyjnych. Zdjęcia kryją w sobie mnóstwo zagadek, wątków, które można po kolei odkrywać. Z jednej strony mamy historię fotografii, z drugiej historię samego miejsca, opowieść o ludziach, o tym co tam się dzieje teraz. Ponadto ścieżka tekstów może nas poprowadzić w rozmaite strony. Im dłużej jesteśmy na wystawie, im częściej ją zwiedzamy, tym więcej otwiera ona przed nami swoich tajemnic. Każdy, kto choć raz pomyślał, że warto byłoby pojechać bądź wrócić do Jerozolimy, znajdzie na tej wystawie coś dla siebie.
Tekst i foto Gabriela Kaszycka
Wystawa trwa od 27 czerwca do 28 listopada 2010,
Zobacz szczegóły wystawy
Dodaj do:
|