| Kot i czarne słońce melancholii. Fini i Jeleński - Portret podwójny w Muzeum Literatury |
| Recenzje - Ewa Fijołek | |||
![]() Rzadko kiedy zdarza się, by historia wielkiej miłości, nieco przypominająca rzewne romanse z międzywojennych filmów, wydarzyła się w prawdziwym życiu. Jeszcze rzadziej bohaterem utworu staje się wybitny polski intelektualista, o którym – jeśli w ogóle wcześniej słyszeliśmy – to kojarzymy go raczej z działalnością na rzecz kultury i państwa polskiego. Mowa o Konstantym Jeleńskim, „Kocie”, którego życiową partnerką stała się malarka Leonor Fini. Niezwykłe dzieje ich związku i twórczości postanowiły opowiedzieć Anna Lipa i Aleksanda Kaiper – Miszułowicz, tworząc wystawę „Portret podwójny” w Muzeum Literatury w Warszawie. Ekspozycja ma konstrukcję narracyjną, jest udaną próbą odtworzenia klimatu i genezy twórczości Leonor Fini oraz atmosfery artystycznej z której wyrastała, jest także historią działalności Jeleńskiego. Choć autorki wystawy zadbały o zachowanie chronologii opowieści, to jednak nie ona stanowi główną oś narracyjną. Chronologia nie jest tutaj celem, ale jedynie środkiem do uporządkowania myśli. Ekspozycja, podzielona na sale nazwane na przykład „Realizm irrealny”, „Spotkanie” czy „Intymność” ma przede wszystkim pomóc nam zrozumieć osobowość i charakter dwóch wybitnych postaci, które dziwnym zrządzeniem losu spotkały się w styczniu 1952 roku by spędzić ze sobą następne trzydzieści pięć lat. Kim była Ona? Czarnym Słońcem Melancholii, femme – fatale, „diablokocicą” czy może wampirem? Co malowała? W jaki nurt ją wpisać – manieryzm, surrealizm, realizm fantastyczny...? Postać Leonor Fini wymyka się wszelkim klasyfikacjom i kodyfikacjom. Jej przodkowie tworzyli prawdziwą mieszankę narodowościową. W jej krwi znalazła się mieszanka Włoch, Hiszpanii, Słowenii, Niemiec... Urodzona w Argentynie, wychowała się w Italii, w kosmopolitycznym Trieście, natomiast większość życia spędziła w Paryżu, przyjaźniąc się między innymi z takimi sławami jak Max Ernst, Jean Cocteau, Salvador Dali, Giorgio Chirico, Federico Fellini, Jean Genet... Nie lubiła, gdy określano ją jako malarkę. „Ona jest Leonor Fini. I maluje. Nie chce być poddaną swojemu dziełu, uważaną za żywy pędzel...” - pisał o niej Jeleński. Jej twórczość to połączenie naturalizmu i symbolizmu, realizmu, secesji, japońskich parawanów i teorii Freuda. Stanowiła syntezę miasta, w którym się wychowała i przez które przewinęły się wszystkie istotne prądy artystyczne i intelektualne Europy końca XIX i początku XX wieku. Możemy wskazać pewne stałe motywy i elementy jej twórczości, takie jak archetypizacja mitu, śródziemnomorska magia, miłość, erotyzm, zezwierzęcenie. Niezwykle istotny dla jej twórczości był sfinks – jako niebezpieczne, tajemnicze połączenie człowieka i kota, jej ukochanego zwierzęcia. Nie umiem powiedzieć czy rzeczywiście była wybitną malarką – ale to z pewnością mogę stwierdzić, że jej twórczość jest wyjątkowa i magnetyzująca. Leonor Fini to przede wszystkim osobowość i pasja, tak silne, tak charyzmatyczne, że przezierają przez płótna, fotografie i przez stworzone przez nią maski kotów. „Malowanie jest dla mnie jak egzorcyzm”, mówiła. Myślę, że magia jej twórczości tkwi raczej w niemożliwym do rozerwania splocie życia i twórczości, złączeniu naturalności i sztuczności. Jednocześnie silna autokreacja włoskiej artystki nie oznaczała pozbawienia autentyczności. Prezentowała żywioł kobiecości i to właśnie rozmaicie pojmowana kobiecość i erotyzm stały się głównym motywem jej twórczości. W skrajnie indywidualny sposób łączyła skrajności – łagodność i perwersję, intelektualną subtelność i nie dającą się w żaden sposób oswoić pierwotną dzikość. Konstanty Aleksander Jeleński stoi absolutnie na przeciwległym biegunie typu osobowości, stanowiąc uzupełnienie nieokiełznanej Leonor. Był piętnaście lat młodszy, a dopóki jej nie poznał, deklarował homoseksualizm. Ekscentryczna artystka i ułożony intelektualista doskonale się uzupełniali - ona wyzwalała w nim spontaniczność, on łagodził jej konflikty wewnętrzne i zewnętrzne. „Inteligencja emanowała z niego jak perfumy” - pisała o nim Dorothea Tanning. Opanowany erudyta, elitarny kosmopolita, spędził w Ojczyźnie jedynie jedną szóstą część swojego życia, ale zawsze czuł się Polakiem i sprawy kraju interesowały go najbardziej. Był jednym z najważniejszych działaczy paryskiego Kongresu Wolności Kultury – organizacji założonej w celu obrony wolności intelektualnych w krajach komunistycznych. Odegrał ważną rolę w przyznaniu nagrody Nobla Miłoszowi, promował Gombrowicza. Przez przyjaciół wspominany jako człowiek niezwykle ciepły, szlachetny, delikatny, posiadający cenny dar zjednywania sobie ludzi. Podobnie jak Leonor, przyjaźnił się z największymi intelektualistami swoich czasów – w tym z Arthurem Koestlerem, Maxem Ernstem, Hansem Bellmerem, Józefem Czapskim, Czesławem Miłoszem, Aleksandrem Watem... Jego działalność na rzecz promocji kultury polskiej wydaje się nieoceniona. Ekspozycja w zasadzie została zdominowana przez Leonor, ale możemy zobaczyć akcenty odnoszące się do Konstantego. Między innymi mamy szansę obejrzeć gabinet Jeleńskiego, jego książki, przedmioty osobiste, dokumenty i pamiątki z całego świata stanowiące fragment kolekcji z paryskiego mieszkania. Świadczą one o szerokich zainteresowaniach polskiego dyplomaty i pozwalają nam odtworzyć choć część atmosfery w jakiej żyli z Leonor. „Portret podwójny” jest fascynującą opowieścią o miłości, sztuce i namiętności. I choć to zestawienie ma prawo wypaść co najmniej kiczowato, to jednak kuratorkom wystawy udało się uniknąć tendencyjności. Powstał obraz mieniący się kolorami, ukazujący różne strony dwóch wybitnych osobowości i odcienie ich związku. Ekspozycja to niemalże wędrówka do podświadomości bohaterów. I niesamowite jest to, że pomimo ogromnej ilości zgromadzonych pamiątek i eksponatów, widz nie wychodzi z wystawy z przesytem – za to z przyjemną satysfakcją i pragnieniem dowiedzenia się o tej dwójce jeszcze czegoś więcej. tekst: Ewa Fijołek Wystawa „Portret podwójny” Leonor Fini i Konstanty A. Jeleński Muzeum Literatury w Warszawie Wystawa trwa do 30 grudnia 2011 Fotografie: Ewa Fijołek / Poland-art
|




















