| Cenzura. STOP! – Goshka Macuga w Zachęcie |
| Recenzje - Ewa Fijołek | |||
![]() „Sztuka musi być podejrzana, zbawia bowiem piekło”. Co to jednak znaczy - „sztuka podejrzana”? Niepokojąca, nieułożona, wzbudzająca najsilniejsze, nieraz sprzeczne emocje, niejednokrotnie naruszająca zasady moralności lub też zacierająca granice między dobrem a złem. Właśnie taka działalność artystyczna, a raczej odbiór tego rodzaju działalności stał się tematem wystawy „Bez tytułu” Goshki Macugi, którą obecnie możemy oglądać w warszawskiej Zachęcie. Na prezentację złożyły się materiały związane z atakami na mniej lub bardziej kontrowersyjne obiekty, dzieła, artystów i kuratorów sztuki ostatnich lat. Inspiracją dla powstania wystawy stały się wydarzenia związane ze zniszczeniem fotografii Piotra Uklańskiego z cyklu „Naziści” oraz kontrowersje jakie wywołała rzeźba „La nona ora” Maurizia Cattelana, ale „Bez tytułu” podejmuje całościowo problem cenzury w Polsce w ciągu ostatnich dwudziestu lat – czyli już po jej oficjalnym zniesieniu w 1990 roku. Jest to pierwsza indywidualna wystawa artystki w instytucji publicznej w naszym kraju. Goshka Macuga, jedna z najbardziej docenianych polskich artystek na świecie, skrupulatnie przeszukała archiwum galerii aby wydobyć z niego to, co najsmaczniejsze. Ekspozycja obejmuje materiały opisujące ostatnie dwadzieścia lat życia warszawskiej instytucji sztuki oraz komentarze napływające z zewnątrz – korespondencję prywatną i oficjalną, pocztówki, listy, wnioski, skargi, zażalenia... Znalazła się tam zarówno czternastometrowa tablica z listami, dokumentami i wycinkami z gazet, jak i prace artystki, litografie, serigrafie, ogromna rzeźba i fotogobelin. Goshka tworzy zgodnie z własną metodologią, będącą połączeniem pracy antropologa, dokumentalisty, historyka sztuki i niezależnego twórcy. Z podziwu godną cierpliwością przegląda archiwa, by przetwarzać i kreować własną historię kultury danego miejsca. W jej twórczości granice między pracą twórcy a kuratora wystawy zacierają się. Wystawa jest ciekawą propozycją, przede wszystkim skłaniającą do (ponownego?) zastanowienia się nad rolą cenzury i moralności w sztuce oraz odpowiedzenia sobie na pytanie o istnienie granic działalności artystycznej. Czy sztuka może być usprawiedliwieniem dla działań powszechnie przyjętych za nieetyczne? Czy artyście wolno przełamać temat tabu? Może to tabu należy przedefiniować albo czasem się nim zwyczajnie zabawić aby móc zrozumieć pewne szersze zjawisko społeczne, odkryć źródła stereotypów? Artystka nie odpowiada na żadne z tych pytań, jedynie błyskotliwie serwuje kolejne zagadnienia. Pytanie o rolę cenzury w ocenie dzieła artystycznego jest w gruncie rzeczy pytaniem o to, czego my, widzowie, od sztuki oczekujemy i jaki jest jej cel. Czy ma być to czyste piękno, l'art pour l'art czy może, siłą rzeczy, wyłącznie element kampanii społecznej przeciwko antysemityzmowi czy homofobii? Przecież kiedy spojrzymy na historię literatury i sztuki na przestrzeni wieków, to trudno wskazać czynnik bardziej stymulujący i zapewniający długotrwałą sławę niż święte oburzenie. Fellini powiedział niegdyś, że „cenzura to reklama na koszt państwa”. Znaczna część artefaktów, które w odpowiednim czasie znalazły się na indeksie zakazanych dzieł lub przynajmniej przez pewien czas wzbudzały sprzeczne odczucia w opinii społecznej, zyskiwały tym samym na wieki otoczkę najsmaczniejszego - bo zakazanego - owocu. Niewykluczone, że idąc tym tropem, bohaterowie „Piramidy zwierząt” otrzymają nieśmiertelność prędzej, niż jakiekolwiek inne, zdecydowanie łagodniejsze w odbiorze dzieło artystyczne. Nie ukrywam, że obraźliwe, pełne błędów ortograficznych listy kierowane do twórców, kuratorów czy dyrektorów Zachęty (szczególnie do Andy Rottenberg) wywołują u mnie uśmiech zażenowania. Jednak sama możliwość przyjrzenia się reakcji chociaż części społeczeństwa polskiego na kontrowersyjną sztukę prowokuje do zastanowienia się nad kilkoma kwestiami i wskazuje między innymi na to, jak wielka jest siła symboli w naszej kulturze. Oczywiście trudno tutaj mówić o kompleksowym przedstawieniu opinii społecznej; Macuga wybrała te barwniejsze wypowiedzi, w dużej mierze pochodzące od konserwatywnej części rodaków. I choć po aferze z obrońcami krzyża czy po burzy wokół Nergala zdawało mi się, że już niewiele może zaskoczyć, to jednak szczerze zafascynowało mnie jak silnie negatywne emocje targały nadawcami wypowiedzi, jak bardzo potrafią nienawidzić fanatyczni wyznawcy religii miłości. Wystawa jest przede wszystkim ciekawym doświadczeniem, które może stanowić świetny punkt wyjścia do dyskusji na temat współczesnej sztuki, wolności słowa i kondycji społeczeństwa. Polecam ją zwłaszcza tym, którym nie jest obca idea sztuki zaangażowanej. tekst: Ewa Fijołek Goshka Macuga Bez tytułu Warszawa - Zachęta Narodowa Galeria Sztuki Wystawa trwa do 19 lutego 2012 fot. Ewa Fijołek
|




















